piątek, 20 kwietnia 2018

Welcome to Vermont IPA od Doctor Brew. Idealna pozycja dla osób szukających wytrawnego orzeźwienia!

piwnynocnik.pl blog piwny
Tym razem wyścig trasą z lodówki do naszych szkieł wygrał trunek Welcome to Vermont IPA zespołu Doctor Brew. Z uwagi na to, że jesteśmy tej degustacji bardzo ciekawi szybko przechodzimy do konkretów. Barwa tego piwa jest przyjemna dla oka i wędruje gdzieś między kolorami żółtym i pomarańczowym. Bardzo fajnie wygląda to przy zauważalnym zmętnieniu i stosunkowo wysokiej pianie. Odpowiedzmy jednak na kluczowe pytanie - co przygotowano dla nas w aromacie i smaku?

Pracę w kwestii aromatu dość dobrze próbują wykonywać zastosowane przez twórców chmiele, generujące przyjemne cytrusowe nuty, wśród których stara się rządzić gorzki grejpfrut. Skonstruowaną w ten sposób bazę twórcy urozmaicili delikatnymi podmuchami owoców tropikalnych. Zapach może się podobać, ale naszym zdaniem można byłoby jeszcze podkręcić jego intensywność.

Zanurzając się w szkle nie sposób pominąć wysokiego poziomu nagazowania piwa. Jeśli chodzi o sam smak, to dość odważnie rozpoczęła widowisko goryczka. Z danych zawartych na etykiecie wynika, że jej poziom wynosi 66 IBU i trudno się w tym przypadku z twórcami nie zgodzić. Potwierdzić możemy również inną wieść płynącą z etykiety. Piwo Welcome to Vermont IPA zdecydowanie skręciło w kierunku kategorii pozycji wytrawnych. Właściwie to podczas całej degustacji towarzyszy nam przywoływana już do tablicy wyraźna goryczka, przy której zestawiono mnóstwo cytrusów. Bukiet ten być może nie należy do najbardziej rozbudowanych, ale już poziom pijalności piwa jest w stanie bić się o najwyższe cele. Załoga Doctor Brew zapracowała przy tym elemencie dość poważnie, czego efektem jest naprawdę krótki odstęp czasu między początkiem a końcem tej degustacji.

Być może nie wszyscy spodziewali się takiego finału. Wynik idzie jednak w świat, a wraz z nim wieść, że Welcome to Vermont IPA to piwo przyjazne dla odbiorcy. Trunek, mimo zaledwie kilku głównych nut spotkanych w smaku i aromacie zasługuje na uwagę. I naszym zdaniem tę uwagę przykuje. Kogo? Szerokiego grona odbiorców, których nie sposób zamknąć w jednej z setek kategorii. A co z nami? Osobiście chętnie do tego piwa jeszcze wrócimy. Szczególnie szukając orzeźwienia w gorący letni dzień.
Czytaj dalej »

Niebanalnie, świeżo, z nutami wiśni... Czyżby to Książęce Porter?

piwnynocnik.pl blog o piwie
Wczoraj informowaliśmy Was, że na rynku pojawił się premierowy produkt Kompanii Piwowarskiej. Co jasne, mowa o piwie Książęce Porter wyposażonym w ekstrakt na poziomie 20% wag i 8% alkoholu. Dziś mamy już dla Was owoc degustacji w postaci recenzji zdradzającej rzeczywisty aromat i smak tego piwa. W ramach wstępu zasygnalizujemy Wam tylko, że jest całkiem nieźle.

Butelkę zdobi etykieta utrzymana w czerni, brązie i złocie. Są to chyba najczęściej wybierane przez Browary kolory jeśli chodzi o etykiety piw reprezentujących styl Porter. Wchodząc w szczegóły wspomnieć musimy, że oprawa graficzna nie odbiega od tej znanej z innych piw serii Książęce. Jest to wyraźna kontynuacja charakteryzująca się naniesioną symboliczną grafiką – w przypadku naszego Portera jest to kotwica i koło sterowe statku. Dla porównania Złote Pszeniczne zdobi kłos pszenicy.

Co możemy powiedzieć o wyglądzie samego trunku? Tyle, że nie powinien nikogo zaskoczyć. Kolor bliski czarnemu miesza się z ciemnym brązem i ujawniającymi się w świetle czerwonymi przebłyskami. Całkiem niezły występ notuje piana wpadająca w beż. Szybko jednak opada do niemal zera, co powoduje, że zapominamy o tej epizodycznej wstawce.

Słuchajcie teraz, bo zaczynamy buszować wśród aromatów. Co ciekawe, Książęce Porter nie zawiał nudą, a raczej zaskoczył nas rządzącą nutą wiśni. W dodatku jest stosunkowo świeżo i rześko. Pokusić można się nawet o stwierdzenie, że to wiśnia skąpana w czekoladzie nas tak uwodzi. Być może dlatego klasyczna mleczna czekolada i kawa nucą sobie własną melodię dopiero na drugim planie. Ale co ma powiedzieć paloność, która błąka się po planie trzecim? Tak czy inaczej konstrukcja tego bukietu sprawia wrażenie ciekawej i przyjemnej. Oceniając całokształt jest łagodnie, deserowo i bez agresji. Nam to pasuje, ale popływajmy jeszcze w smaku.

Dobre – zabrzmiało banalnie, ale właśnie takie słowo nasunęło nam się na myśl jako pierwsze. Spokojnie, szczegóły też zdradzimy. Smak Książęcego Portera zbudowano z mlecznej charakteryzującej się słodyczą czekolady, ale i stosunkowo delikatnie wtrącającej się kawy, skropionej śladowymi ilościami karmelu. Zaznaczyć należy, że w trakcie degustacji piwo się zmienia. Aromat ewoluuje i do gry wpuszcza owoce w suszonej postaci. Te pojawiają się również w smaku, dając całkiem przyzwoity efekt mogący przywoływać na myśl likier wiśniowy. No powiemy Wam – nie jest to nudny Porter.

Książęce Porter to piwo dość gęste i jednocześnie stosunkowo lekkie. Alkohol na poziomie 8% nie szturmuje do przodu, a bardzo delikatnie rozgrzewa od środka. Dostrzegalna słodycz nie pozwala zakwalifikować go do kategorii wytrawnych. Na pewno nie pozwala go też porównywać do takich piw jak chociażby Żywiec Porter, czy Grand Porter od Browaru Amber. Produkt Kompanii Piwowarskiej jest bowiem po prostu inny. W ślepym teście bez problemu zdobędziecie 3/3 punkty.

Na zakończenie stwierdzamy, że Książęce Porter został przez nas odebrany całkiem pozytywnie. Taka interpretacja stylu może podobać się też osobom, które preferują Portery łagodniejsze. Brak agresji, alkoholowej inwazji, a także pozbawienie trunku nudy za sprawą ciekawych wstawek w postaci suszonych owoców, czy wiśni to połączenie mogące być alternatywą dla istniejących już piw w tym stylu. 

Czytaj też:
Czytaj dalej »

czwartek, 19 kwietnia 2018

Kuszący Mangoł od Browaru Kazimierz. Czym nas zachwycił?

piwnynocnik.pl blog o piwie
Kojarzycie krakowski Browar Kazimierz? Jeśli nie to nadrabiajcie zaległości, przeczytajcie naszą recenzję i sięgajcie po Mangoła utrzymanego w stylu Mango Milkshake APA. Właśnie jego przyszło nam dziś degustować i nie ukrywamy, że było naprawdę soczyście. Oczywiście nie mogło być inaczej – mango zameldowało się na linii startu, ale słuchajcie… Ten niepowtarzalny smak kreuje nie tylko dodany owoc, ale też zastosowane chmiele, a może laktoza, płatki pszenne i owsiane oraz… no właśnie? Tak czy inaczej takie połączenie to majstersztyk, a receptura znana jest zapewne tylko i wyłącznie twórcom.

Z własnego doświadczenia wiecie zapewne, że twórcom nie zawsze udaje się w pełni wykorzystać potencjał zastosowanych w piwie składników. W przypadku piwa Mangoł zabieg ten wyszedł Browarowi Kazimierz doskonale. Jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni i czujemy, że lato będzie należeć do niego. Zacznijmy jednak od początku.

Zobaczcie jak to piwo genialnie prezentuje się w szkle. Soczysty mętny żółto-pomarańczowy kolor to czysta bajka i nie ulega wątpliwości, że kusić to Mangoł potrafi…. Lecimy dalej! Piana należy raczej do niskich i krótkotrwałych, ale co tam piana… Zapach przejmuje skrzypce celując w nasze nosy grejpfrutem, pomelo i słodkim mango, które jednak zdaje się być na razie przyczajone jak Mongoł z etykiety piwa. Nie będziemy wnikać w proces kreowania tego aromatu, ale jedno jest pewne – powstał on w wyniku połączenia mango, chmieli, laktozy, być może płatków pszennych i owsianych oraz pewnie jeszcze kilku elementów składających się na to piwo.

Co sądzimy o smaku? No powiemy Wam miazga. Połączenie soczystości z owocami i kapitalną pracą konkretnej dawki chmielu to chyba najlepsze słowa jakimi można opisać z czym mamy do czynienia. W dodatku szlachetna, delikatna acz zaznaczona cytrusowa goryczka i wychodząca z czasem słodycz perfekcyjnie komponują się z niewiele wcześniej wymienionymi elementami. Naprawdę szacunek dla Browaru Kazimierz. A wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Fakt, że Mangoł nie jest przesłodzony, a tytułowy owoc nie jest jedynym aktorem w tym spektaklu

Możecie przewidzieć co napiszemy Wam w podsumowaniu. Tak - Mangoł to piwo, w którym dzieje się naprawdę mnóstwo. Nie martwcie się o nudę, bo takiej nie uświadczycie. Treściwość po prostu bombarduje i zaskakuje przy każdym łyku. Co tu dużo mówić - nie spodziewaliśmy się aż tak dobrego występu tego trunku, ale właśnie ta nieprzewidywalność jest w piwnym krafcie fantastyczna. Życzymy Wam i sobie jak największej ilości takich degustacji. Browarowi Kazimierz przyglądać będziemy się bliżej. Rozbudził bowiem naszą ciekawość do czerwoności, albo dokładniej do mangołości. Pycha!

Czytaj dalej »

Dwie niezwykle ciekawe nowości od Pracowni Piwa - Purple Haze oraz LAB 23!

piwnynocnik.pl blog piwny
Dwie premiery od Browaru Pracownia Piwa! Purple Haze utrzymany w stylu Hoppy Fruit Ale zaatakuje nas potężną dawką marakui i czarnej porzeczki. Trunek wzbogacony został czterema odmianami amerykańskich chmieli. 

LAB 23 to z kolei Beetroot Sour Ale, czyli kwaśne piwo z 40% dodatkiem tartego buraka. To rzecz jasna nie wszystkie informacje jakie mamy Wam do przekazania!

Purple Haze oprócz solidnego owocowego zastrzyku uraczy nas alkoholem na poziomie 7,7%. Piwo będzie więc stosunkowo mocne, ale prawdopodobnie nie poczujemy tego w trakcie degustacji. Wiele wskazuje jednak na to, że dostrzeżemy pracę chmieli odmian Citra, Chinook, Amarillo i Mosaic, które wpłyną na aromat, rześkość i pijalność tego piwa.

Wracając do drugiego z premierowych piw, czyli LAB 23 nie sposób jeszcze raz nie odnieść się do buraczanego dodatku. Jego ilość spowoduje, że ujawni się nie tylko w barwie, ale też aromacie. Twórcy sygnalizują, że w smaku będziemy mogli dostrzec nutę ziemistości połączonej z mineralnością. LAB 23 będzie lższejszy niż wyżej prezentowany Purple Haze. Przy ekstrakcie na poziomie 13 plato autorzy zestawili alkohol w wysokości 5,6%.

Źródło: Pracownia Piwa
Czytaj dalej »

Książęce Porter już w sklepach!

piwnynocnik.pl blog o piwie
Kompania Piwowarska rozpoczęła dystrybucję piwa Książęce Porter. Dla niektórych może być to informacja nieco zaskakująca – tym bardziej, że sam Browar wszystkie siły kumuluje wokół piwa Książęce IPA, które aktualnie bardzo intensywnie promowane jest w sieci. Ale co tak właściwie wiemy o nowym Porterze, oprócz tego, że warzony jest w Tychach?

Na etykiecie informowani jesteśmy o doznaniach jakie czekają na nas podczas degustacji. Autorzy sygnalizują, że Książęce Porter to początkowo karmel, kawa, gorzka czekolada oraz orzechy z nutami wiśni i porzeczek. Z czasem smak ma jednak łagodnieć i jednocześnie być wzbogacany o nuty wina i suszonych owoców.

Jeśli chodzi o dane techniczne, to twórcy postawili na ekstrakt równy 20% wag. Alkohol z kolei wyniósł 8%, a goryczka usytuowana została na poziomie 30 IBU. W składzie widzimy oczywiście słody jęczmienne (20%), pilzneński, monachijski, karmelowy aromatyczny i palony. Wśród chmieli wymieniany jest goryczkowy i aromatyczny Lubelski i Marynka.


Czytaj dalej »

środa, 18 kwietnia 2018

Ale Meksyk Piwo Jurajskie zachwyci nas ananasem, kolendrą i bazylią. Będzie lekko i orzeźwiająco!

piwnynocnik.pl blog o piwie
Co powiecie na orzeźwiające piwo kuszące aromatem świeżych ziół kolendry i bazylii? Co powiecie na lekki trunek którego wzbogaca smak ananasa? Jesteście na tak? Sięgnijcie więc po nowość od Browaru na Jurze! Ale Meksyk Piwo Jurajskie oferuje to wszystko zamknięte w butelce z kolorową i interesującą etykietą. Zapowiada się naprawdę rześko i ciekawie! Propozycja idealna na letnie upały i nie musicie się martwić, że zaszumi Wam w głowie, bo zawartość alkoholu to tylko 2%.

Źródło: Browar na Jurze
Czytaj dalej »

Mamy przyjemność przedstawić limanowskiego Hopina! Trunek w stylu Polish IPA od Browars

piwnynocnik.pl blog o piwie
Hopin to kolejne piwo od zespołu Browars jakie mamy przyjemność Wam zaprezentować. Przypomnijmy, że trunek w stylu Polish IPA podobnie jak Jaśnie Pian i Fakir dostępny był niedawno na półkach sklepowych sieci Aldi. Jeśli śledzicie nasze recenzje to wiecie, że do tej pory byliśmy z efektów pracy limanowskiego Browaru zadowoleni. Jak będzie teraz? Poszukajmy tej przysłowiowej kropeczki nad „i”!

Co przerażająco oczywiste nazwa Hopin nawiązuje do znanego polskiego kompozytora. Widzimy to wyraźnie na etykiecie, gdzie główną rolę odgrywa przerysowana postać zasiadająca przed pianinem. Tradycyjnie już mamy do czynienia z charakterystyczną dla Browars oprawą graficzną, której odbiorca nie powinien pomylić z innymi projektami dostępnymi na rynku. Jeśli chodzi o pozostałe akcenty jakich można doszukać się w Hopinie, to w oczy rzuca się styl – IPA w odsłonie Polish, którą twórcy zaprezentowali stawiając na polskie odmiany chmieli, takie jak Chinook (PL), Puławski i Iunga.

Za chwilę szybciutko przejdziemy do najważniejszego, a więc aromatu i smaku. Zanim to jednak nastąpi musimy wystukać na klawiaturze kilka słów o wyglądzie Hopina. To, że na etykiecie jest przerysowany wiemy. Jak natomiast zaprezentuje się w szkle?

Autorzy postanowili swój trunek delikatnie zmętnić. Efekt przy bursztynowym zabarwieniu i stosunkowo niskiej pianie jest całkiem udany, ale nie ukrywajmy – naszym zdaniem wygrywa z nim zapach i to właśnie na nim powinniśmy się teraz skupić. Dlaczego? Aromat przepełniony jest lekkimi, subtelnymi, delikatnymi i nienachalnymi nutami, które co najbardziej istotne - wnoszą do tej degustacji sporo dobrego. Mam tu świeżość, powiew kwiatów, ale też doprawiającą porcję cytrusów. Podobne atrakcje mają miejsce w smaku, choć oddzielnie musimy odnieść się też do polskich chmieli, których pracy nie sposób nie zauważyć. Na uwagę zasługuje również delikatna goryczka i ciekawy posmak pozostający na kubkach smakowych aż do momentu sięgnięcia po kolejny łyk.

Konstrukcja Hopina wydaje się stosunkowo prosta, ale jak wiadomo czasem najprostsze rzeczy są najlepsze, ale okazują się najtrudniejsze do wykonania. Na szczęście w przypadku tego piwa jakość wykonania jest wysoka, a piwo choć lekkie, to jednocześnie dostarcza pozytywnych wrażeń za sprawą smaku i aromatu. Twórcy znaleźli więc złoty środek pomiędzy lekkością, a wyrazistością, której w recenzowanym trunku na szczęście nie brakuje. To po prostu trzeba potrafić.

Czytaj też:


Czytaj dalej »

Pora na limonkę! Fakir od Browars idealny do wiosennego grillowania

piwnynocnik.pl blog o piwie
Nadrabiamy zaległości i dzielimy się z Wami naszą kolejną recenzją. Tym razem zdecydowaliśmy się wlać do szkieł Fakira w stylu Session IPA reprezentującego barwy limanowskiego zespołu Browars. Oczywiście wybór jest nieprzypadkowy – konkretnie rozpoczęliśmy sezon grillowy, dlatego staramy się, by degustowany w plenerze trunek potrafił radzić sobie w towarzystwie cięższych przysmaków.

Ostatnio bardzo często czytane są przez Was nasze recenzje piw Książęce IPA i Żywiec Sesyjne IPA, które jak wiecie nie popisały się dobrymi występami. Na szczęście degustowany przez nas Fakir Sesyjne IPA to zupełnie inna bajka i kapitalne przełamanie nieudanych spotkań z tym stylem. Trunek jest lekki, orzeźwiający i urozmaicony za sprawą zastosowanego dodatku w postaci skórki i soku z limonki oraz liści Kaffiru. Elementy te wnoszą powiew świeżości powodując, że aromat zyskuje na atrakcyjności. Oceniając zapach jako całokształt stwierdzić wypada, że jest naprawdę dobrze, a nuty związane z szeroko pojętymi cytrusami utwierdzają w przekonaniu, że limanowska interpretacja Session IPA nie została wymyślona na kolanie, a przeciwnie – ktoś zadbał o jej dopracowanie.

Analizując smak, stwierdzić musimy, że podobnie jak w aromacie także i tu rządzą przede wszystkim cytrusy. Jest lekko, przyjemnie i szlachetnie. Co cieszy - występuje tu również goryczka. Tą należy określić jako łagodną, ale przy wsparciu charakterystycznej limonki wydaje się być ciekawsza i zachęcająca do dalszej degustacji.

A co mamy powiedzenia o wyglądzie? Fakir w szkle przypomina mieszankę kolorów żółtego, zielonego i brązowego, co daje dość nietypowy rezultat pozwalający zakwalifikować go do kategorii specyficznych. W dodatku piwo jest dość mętne, ale spokojnie – nie niszczy to jego lekkości, a raczej nadaje fajną oprawę całej degustacji.

Podsumowując stwierdzić musimy, że jeśli pić piwa w stylu Session IPA, to właśnie takie jak Fakir. Mamy tu gwarantowaną lekkość, ale też atrakcyjny smak i aromat, który twórcy dopracowali w taki sposób, by odbiorca bez zastanowienia mógł wysoko ocenić poziom pijalności trunku, a także szeroko pojętej jakości.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie powinniśmy nawet porównywać recenzowanego Fakira do przywołanych na początku koncernowych piw Książęce IPA i Żywiec Sesyjne IPA. Postanowiliśmy jednak w ten sposób przełamać nieudane spotkania z tym stylem i naszym zdaniem za sprawą ekipy Browars udało nam się to doskonale. Smacznego!

Czytaj też:
Solidny i Intrygujący. Jaśnie Pian od Browars
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia