czwartek, 29 marca 2018

O przygodach Mavericka na Dzikim Zachodzie... Nasza recenzja trunku od Browaru Rockmill

piwnynocnik.pl blog o piwie
Znacie western Maverick? To klasyk z lat 50-tych. W 1994 roku film pod tym samym tytułem wyreżyserował  Richard Donner, a w rolach głównych wystąpili  Mel Gibson, Jodie Foster i James Garner. Czy Maverick od Browaru Rockmill to też klasyk? Na pewno szanowany i mający wypracowaną na rynku pozycję gracz reprezentujący styl American Pale Ale. Z racji tego, że trunek zawitał ostatnio do sieci sklepów Lidl postanowiliśmy sprawdzić jego aktualną formę.

Najpierw jednak przypomnijmy, że butelki, które zdobią oryginalne i często wyróżniane przez nas etykiety Rockmilla, zamykane były do tej pory kapslami bez nadruków. Kilkakrotnie w ramach recenzji piw tego Browaru wspominaliśmy, że brakowało nam dopracowania tego drobiazgu. Teraz jest! Różowy, charakterystyczny kapsel z logo Rockmilla. Czas więc najwyższy rozłożyć karty na stół i zgodnie z zapowiedzią poddać ocenie zawartość butelki.

W szkle naszym oczom ukazuje się wysoka gęsta piana. Barwa nieco słomkowa, wpadająca w jasny bursztyn sprawia wrażenie doprawionej za sprawą delikatnego zmętnienia. Siada przy nas gość w kapeluszu. Wygląda jak Chuck Norris, ale bez odznaki. Zamawia to samo, a właściwie zabiera nam jedną butelkę. Barman jak sługus przynosi mu kufel, do którego przelewa naszego Mavericka. Nie odzywamy się, nie chcemy żeby zabrał nam też szkło, z którego piłoby mu się zdecydowanie lepiej... Tak na marginesie to gość wygląda jakby zaraz miał pojedynkować się z podobnym do siebie. Czy my przypadkiem nie jesteśmy na Dzikim Zachodzie?

No dobra. Nie ma jeszcze południa. Z tego co wiemy to właśnie o tej godzinie lubią się tu czasem postrzelać. W takiej sytuacji powinniśmy wstać i teleportować się do Polski, ale szkoda trochę otwartego dopiero piwa, które pachnie po prostu pięknie. Mamy tu szlachetne nuty chmielu, owoców tropikalnych i cytrusów, które zauważalnie wpływają na cały bukiet. Z informacji zawartych na etykiecie wynika, że jako dodatek zastosowano 0,6% soku z cytryny. Dlaczego nie na przykład 0,9% albo 1,5%? Może nasz Pan Kowboj nie lubi kwaśnego? Naszym zdaniem powód jest prostszy niż mogłoby się wydawać – sok ten ma doprawiać, a nie dominować i właśnie ten złoty środek udało się w tym piwie twórcom zachować. Efekt zabiegu jest naprawdę świetny.

Nie widzicie tego, ale ten obok nas wygląda jakby przebiegł maraton. Może i przebiegł, ale jego koń, który przed lokalem topi się na słońcu. Tu też klimy nie mają. Musimy wziąć się do roboty, bo ten kowboj prawie skończył opróżniać kufel i zaraz chyba znów sięgnie po naszego Mavericka. Z opróżnianiem szkła nie będziemy mieć jednak żadnych problemów. Mamy bowiem do czynienia z przyjemną lekkością, która kapitalnie współpracuje z zauważalnie zmętnionym piwem. Trunek sygnalizuje też, że potrafi świetnie orzeźwić. Jest w sam raz na panujący tu upał, ale i w Polsce tej zimnej wiosny smakowałby świetnie. Całości towarzyszy wspominana delikatna kwaskowatość wygenerowana przez cytrusy. Na wyjątkowe wyróżnienie zasługują świetnie wprowadzone do smaku akcenty amerykańskich chmieli, które sprawiają, że piwo jest w tym momencie praktycznie kompletne. Takie piwa w stylu APA można pić!

Mamy Wam jednak do przekazania jeszcze kilka istotnych faktów! Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy je pominęli. Maverick wraz z ogrzaniem wprowadza do gry coraz większą ilość tropików, a także nieobecną wcześniej słodycz. Z tym, że słodycz jest stosunkowo niska i stanowi raczej tło. Określenie recenzowanego piwa jako zrównoważone oraz gorzko-kwaśno-słodkie nie będzie nadużyciem. Ten obok nas też jest chyba zadowolony. Mamy wrażenie, że po takiej degustacji trafiłby w puszkę z kilometra. Wróżymy mu pewny sukces podczas pojedynku. Za dwie minuty południe.

Gość w kapeluszu wstaje od stolika. Kulturalnie dziękuje nam za towarzystwo i szykuje się do wyjścia. Chyba będzie strzelanie. Skoro już tu jesteśmy to może zobaczymy jak to wygląda? Wybiła dwunasta. Opuszczając lokal wspomina nam coś o Juicy Delight w stylu American India Pale Ale, którego rzucili właśnie do Lidla. A mieli się strzelać... No ale skoro rzucili do Lidla to idziemy. O tym czy było warto tradycyjnie przeczytacie w naszej kolejnej recenzji. Udanych zakupów!

Czytaj też:


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia