piątek, 19 stycznia 2018

Ziołowy specjał bez recepty, czyli nasza ocena Stanu Zapalnego Red Irish Ale

Piwnynocnik.pl blog piwny
Stan Zapalny to piwo wykonane przez Browar Gloger na zlecenie Browaru Służba Zdrowia. Pomieszanie z poplątaniem, ale taki jest stan faktyczny. Red Irish Ale nie należy do styli nieziemsko charakterystycznych i wybitnych. Czy jednak w tym wydaniu choć odrobinę poradzi sobie ze stanem zapalnym naszych kubków smakowych? Siadajcie w poczekalni i lecimy!

Jeśli chodzi o barwę, to ta może się podobać. Mamy do czynienia z bursztynem wchodzącym w burgund, który przykrywa wysoka piana. Ta dość szybko opadła, ale odkryliśmy, że jest to w tym przypadku duży plus. Dopiero wtedy bowiem mogliśmy wydobyć z tego piwa aromat…

Pamiętacie jak za sprawą Miasta Kominów od Piwoteki (czytaj o: Torfowej zadymie z Piwoteką) przeniesieni zostaliśmy do apteki wypełnionej bandażami? Wtedy nasz węch został nieprawdopodobnie skutecznie zaskoczony i rozbrojony. Dlaczego o tym wspominamy? Za sprawą Stanu Zapalnego trafiliśmy bowiem na chwilę na dział produktów bez recepty, gdzie zalega kilkadziesiąt opakowań popularnych tabletek Tymianek i Podbiał. Naprawdę! I choć wrażenie to nie jest tak bliskie rzeczywistości, jak w przypadku Miasta Kominów od Piwoteki, to też jest ciekawie. Trudno jednak się dziwić, że czujemy zapach rozpuszczonych tabletek, skoro autorzy wzbogacili piwo wyciągiem z podbiału. Nietypowy ruch, ale niespecjalnie charakterystyczny Red Irish Ale podkręcony w ten sposób sprawia, że mamy co wyróżnić.

Zwróćmy też uwagę, że w tej historii gra nam nazwa browaru (Służba Zdrowia), nazwa piwa (Stan Zapalny) i aromat (tabletki na ból gardła). To akurat zespołowi się udało – połączyć te kilka elementów w jedną całość. Brawo za pomysł. Czy jednak brawa należeć będą się również za smak, a nie tylko otoczkę, która sprytnie oddaliła nas od najważniejszego zagadnienia.

Czas więc się napić. Obok legendarnych już w tej recenzji tabletek z podbiałem mamy słodycz i… długo, długo nic. Wyraźnie atakuje nas jeszcze tylko pszenica i to w tak czystej postaci, z jaką mamy do czynienia w typowym pszeniczniaku bez zbędnych bajerów. Możliwe, że powodem tego zjawiska jest stosunkowo niski ekstrakt, który przy dość dużej wodnistości piwa pozwolił pszenicy wyjść przed szereg. Rewelacji w smaku nie dostrzegamy, ale z drugiej strony trunek pełni funkcję lekkiego, gładkiego i mniej treściwego piwa.

Czar rzucany wokół niego prysł więc nieco, ale nie spodziewaliśmy się, że będzie trwał i trwał jak w przypadku niektórych genialnych piw, o których pisaliśmy na łamach naszego portalu. Nie można tego ukryć - nie liczyliśmy też, że nasz Stan Zapalny kubków smakowych zostanie w pełni rozbrojony przez to piwo, bo z zamysłu miało być łagodne. Nie jest to też antybiotyk (sztos), a po prostu ziołowy specjał bez recepty (piwo łagodne i nieinwazyjne), w dodatku w cenie wahającej się między 5 a 7 zł. Z ciekawości spróbujemy jeszcze innych specyfików od Służby Zdrowia, by poznać bliżej zamiary autorów. Nie potrafimy do końca ich rozszyfrować i zastanawiamy się czy wiedzą już w jakim kierunku chcą iść ze swoimi produktami.

Świadomie zwracamy w tej recenzji uwagę, że historia napisana wokół piwa, a jego smak to dwie różne bajki. Podsumowując stwierdzamy, że za piątaka na próbę można pobawić się w eksperymentowanie. W szczególności jeśli lubicie piwa lekkie, mniej treściwe i bez silnego aromatu.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia