wtorek, 13 marca 2018

Kwas Jota od Browaru Pinta, czyli wybuchowe porzeczki zamknięte w szkle

piwnynocnik.pl blog o piwie
Jak Kwas Jota prezentuje się w szkle nie musimy chyba pisać. Jego niezwykle charakterystyczna barwa zestawiona z gęstością i niską różową pianą robi ogromne wrażenie. Aż chce się spróbować! Usiądźcie więc wygodnie i przekonajcie się czym zaskakuje ten ciekawy wynalazek szalonych laboratoryjnych eksperymentatorów Browaru PINTA, który upolowaliśmy w zwyczajnym sklepie monopolowym (tak – wielu w tym momencie powinno Pincie zazdrościć naprawdę dobrego poziomu dystrybucji piw).

Kwas Jota rozbudza ciekawość z kilku powodów. Oprócz przyciągającego wyglądu jest to również zespół składników, które budują ten kwaśny trunek. 30% całości to czarne i czerwone porzeczki. Udział mają tu też dzikie drożdże i bakterie, o których twórcy wspominają na etykiecie. Również obok niej nie można przejść obojętnie. Dlaczego? Za sprawą nadrukowanych hasających na niej kolorowych mikroorganizmów. Całość jest naprawdę estetyczna i nie możemy mieć do niej żadnych zarzutów. Przejdźmy do konkretów!

Przelewając piwo do szkieł w promieniu metra uniósł się zniewalająco owocowy zapach. Jak na tacy widzimy też teraz barwę przypominającą sok z buraków. Oczywiście dostrzegamy również ponadprzeciętną gęstość, która skutecznie tłumi flesz, za pomocą którego podświetlamy nasz Kwas Jota. Pięknie to wszystko wygląda!

Zaprzyjaźniając się nieco bliżej z buchającym aromatem doszliśmy do wniosku, że oprócz porzeczek (tutaj raczej rządzi czerwona nie do końca dojrzała odmiana) towarzyszy nam też nietypowa nuta przypominająca nam sfermentowany kompot domowej produkcji, albo (co lepiej brzmi) wino znajdujące się jeszcze w balonie. Jest to zapach specyficzny i jednocześnie przyciągający – tym bardziej, że w tym przypadku mamy do czynienia nie z zepsutym kompotem, a naprawdę zachęcającym do degustacji piwem. Musicie powąchać sami!

No dobrze, co my tu mamy w smaku? Po przełknięciu pierwszego łyku potężnie nas otrzepało. Nie zadziałałaby tak nawet w całości zjedzona cytryna – naprawdę. Po przełknięciu drugiego, trzeciego i piątego łyku odczucia mamy podobnie. Kwasu jest tu naprawdę w ilościach atomowych, a co za tym idzie przykrywa dość skutecznie szereg innych elementów tego piwa. Z czasem przyzwyczajamy się coraz bardziej i staramy się czerpać z degustacji całymi garściami. Najwięcej dzieje się przed samym przełknięciem – ten atrakcyjny aromat i owocowy posmak szaleje na naszych kubkach smakowych z sekundy na sekundę coraz odważniej roznosząc po nich kwaskowatość. Po przełknięciu mamy już eksplozję, która przywołuje nam na myśl kwasek cytrynowy w dużym stężeniu.

Nie ulega jednak wątpliwości, że Kwas Jota to piwo jak najbardziej w stylu, a załoga Browaru PINTA wykonała w tej kwestii kawał dobrej pracy. Jest to też naszym zdaniem piwo, które można określić mianem ciekawostki i wcześniej czy później powinno zostać zdegustowane przez każdego interesującego się polską sceną kraftu. Bardzo dobry kwas i co ciekawe mimo atomowych wstrząsów mocno pijalny!

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia