wtorek, 24 kwietnia 2018

26 kwietnia robimy w Lidlu zapasy na majówkę - Nepomucen Road Vermont IPA

piwnynocnik.pl blog o piwie
Rano zachęcaliśmy Was do udania się do sieci sklepów Kaufland po ciemny trunek od Browaru Waszczukowe - Dry Stout. Nawiasem mówiąc, my już kupiliśmy. Czeka cierpliwie na degustację a potem poinformujemy Was o naszych wrażeniach. Ale nie o tym ten news.

Jeśli wracając z Kauflanda macie gdzieś po drodze Lidla, to wpadnijcie tam w czwartek! Na półkach będzie czekało na Was owocowe i orzeźwiające piwo od Browaru Nepomucen - Road Vermont IPA. Cena tradycyjna jak przystało na krafty - 6,99 zł. Wydaje nam się, że warto!

Przytaczając słowa twórców, za sprawą tego trunku poczujecie prawdziwy amerykański smak. Mętny, soczysty i pijalny Road jest jak powiew pustynnego wiatru, zmieszany z tchnieniem z wielkich miast i przeludnionych przedmieści.


Czytaj też: Dry Stout z Browaru Waszczukowe w sieci sklepów Kaufland!



Czytaj dalej »

Dry Stout z Browaru Waszczukowe w sieci sklepów Kaufland!

piwnynocnik.pl blog o piwie
Do sieci sklepów Kaufland trafiło właśnie piwo Dry Stout reprezentujące barwy Browaru Waszczukowe. Z takich wiadomości trudno się nie cieszyć. Kolejny trunek będzie mógł wylądować w rękach zdecydowanie szerszego grona odbiorców – także tych, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z innymi piwnymi stylami.

Dry Stout z klasyki Waszczuków wyposażony został w chmiel odmiany Marynka i szereg słodów – od Pilzneńskiego, przez Monachijski, Cookie, Brown, Czekoladowy aż po jęczmień prażony. Ekstrakt utrzymany został na poziomie 14 BLG, z kolei alkohol wyniósł 5,3%. 500 mililitrów idealnych do degustacji otrzymamy za zaledwie 5,49 zł. Do zobaczenia w Kauflandzie!

 
Czytaj dalej »

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Kwietniowy weekend - Wizyta w Browarze Wrzos w Ustroniu i zakupy w piwnym raju!

piwnynocnik.pl blog o piwie
Mamy dopiero kwiecień a za nami kolejny gorący weekend! Trzeba przyznać, że pogoda nas rozpieszcza. Postanowiliśmy nie czekać na majówkę tylko już teraz ruszyć na wycieczkę w nasze pobliskie piękne góry - w Beskid Śląski, a dokładnie do Wisły i Ustronia. Jak zapewne się domyślacie, czekało tam na nas wiele atrakcji. Również te piwne!




Zaczniemy może nietypowo - od końca. Po dniu pełnym wrażeń, pozytywnie zmęczeni, w radosnych humorach, postanowiliśmy zrobić jeszcze jeden przystanek w drodze do domu. Zatrzymaliśmy się nie gdzie indziej jak w Świecie Piwa w Tychach! Jak zwykle wybór był bardzo trudny, bo na półkach dumnie prezentowały się butelki z kolorowymi etykietami, uśmiechały się do nas kraftowe nowości i nie tylko... Tym razem poszło jednak dość szybko. Sami się sobie dziwimy, ale wynikało to pewnie z tego, że mieliśmy w głowach już trochę pomysłów przygotowanych wcześniej. Tak więc w dalszą drogę do domu pojechało z nami kilka trunków:

  • Klitoria Ternateńska - Browar Waszczukowe (Blue AIPA)
  • Podwójny Wniosek Urlopowy - Browar Zakładowy (Podwójne Tropikalne Ryżowe IPA)
  • Tropical Black IIPA - Browar Wrężel (Black Imperial IPA)
  • TakAHaka - Browar Pinta (Tropical Black IPA)
  • Mad Driver - Browar Studio (Bezalkoholowe Vermont IPA)
  • Beer Geek Tart - Browar Deer Bear (Sour IPA) 
  • Señor Ehuehue - Browar Kingpin (Coffee Milkshake Double IPA)
Na powyższym zdjęciu dostrzegacie pewnie jeszcze trzy inne piwne nabytki - zapewne dla wielu z Was nieznane. Spokojnie. Nie zapomnieliśmy o nich. Opiszemy dokładniej za chwilkę! 

Zaczniemy teraz od początku. Naszą sobotnią wycieczkę rozpoczęliśmy od wizyty w Wiśle. Zaliczyliśmy niezbyt długi ale treściwy spacer w pięknym porannym słońcu. Oprócz pięknych okoliczności przyrody napotkaliśmy w samym centrum jeden sklep oferujący piwa kraftowe. Wybór może nie był duży, ale plus za sam fakt, iż takie miejsce znajduje się w tej niewielkiej miejscowości. Znacznie szersza oferta dostępna jest dla fanów mocniejszych trunków. Powinni oni być zadowoleni zwłaszcza z propozycji regionalnych

piwnynocnik.pl blog o piwieAle to nie koniec naszej podróży! Następnym celem był pobliski Ustroń Zdrój. Tam na przybywających turystów czeka, zlokalizowany w sąsiedztwie Dworca Kolejowego, Browar oraz Karczma Wrzos. Jak piszą o sobie, są browarem rzemieślniczym, produkującym osiem gatunków piw zgodnie z niemieckim prawem czystości. Serwowane w lokalu piwa są żywe, a więc nie poddawane filtracji i pasteryzacji, dzięki czemu zachowują swoje wyjątkowe właściwości i smak. Do ich produkcji używają tylko najwyższej jakości składników od dostawców, którzy działają na rynku od wielu stuleci. Wszystkie używane produkty są naturalne. Woda jest wydobywana z ustrońskich źródeł głębinowych, a maszyny browarnicze zasilane energią słoneczną.

piwnynocnik.pl blog o piwie

Ponadto, Browar oferuje również piwa butelkowe, niefiltrowane i pasteryzowane. Jednakże, aby nie tracić właściwości piwa żywego, ograniczają procesy konserwujące, przez co piwo butelkowe zachowuje świeżość do trzech miesięcy. Oprócz piwa lanego i pojedynczych butelek, nabyć można również specjalne zestawy upominkowe

piwnynocnik.pl blog o piwie

Oczywiście, nie mogliśmy nie zrobić przystanku w opisywanym Browarze. Szczerze mówiąc, jadąc tam już wiedzieliśmy co na nas czeka i ta wizyta w Karczmie Wrzos była obowiązkowym punktem programu. Niestety z racji czekającego powrotu do domu nie mogliśmy skosztować piwa na miejscu, ale przywieźliśmy ze sobą trzy butelki - Pils Premium, Złote Pszeniczne i Ciemny Koźlak. Jeśli jesteście ciekawi naszych wrażeń z degustacji to czytajcie nas na bieżąco. Wkrótce pojawią się recenzje!

Poniżej lista wszystkich piwnych trunków dostępnych w Browarze Wrzos

piwnynocnik.pl blog piwny
piwnynocnik.pl blog piwny
Na koniec dodajemy jeszcze cennik (stan na 21 kwietnia 2018 r.). Za piwo w lokalu zapłacimy odpowiednio 10 zł (za 0,5 l) i 8 zł (za 0,3 l) - z wyjątkiem Portera Ustrońskiego (15 zł za 0,5 l). Natomiast jeśli chcemy zabrać piwo ze sobą do domu to jeszcze musimy doliczyć złotówkę za butelkę :) Jeśli będziecie w Ustroniu to polecamy zajrzeć w to miejsce. Na pewno jest to ciekawa propozycja na piwnej mapie. My bierzemy się za degustację!

Źródło: Browar Wrzos
Czytaj dalej »

piątek, 20 kwietnia 2018

Welcome to Vermont IPA od Doctor Brew. Idealna pozycja dla osób szukających wytrawnego orzeźwienia!

piwnynocnik.pl blog piwny
Tym razem wyścig trasą z lodówki do naszych szkieł wygrał trunek Welcome to Vermont IPA zespołu Doctor Brew. Z uwagi na to, że jesteśmy tej degustacji bardzo ciekawi szybko przechodzimy do konkretów. Barwa tego piwa jest przyjemna dla oka i wędruje gdzieś między kolorami żółtym i pomarańczowym. Bardzo fajnie wygląda to przy zauważalnym zmętnieniu i stosunkowo wysokiej pianie. Odpowiedzmy jednak na kluczowe pytanie - co przygotowano dla nas w aromacie i smaku?

Pracę w kwestii aromatu dość dobrze próbują wykonywać zastosowane przez twórców chmiele, generujące przyjemne cytrusowe nuty, wśród których stara się rządzić gorzki grejpfrut. Skonstruowaną w ten sposób bazę twórcy urozmaicili delikatnymi podmuchami owoców tropikalnych. Zapach może się podobać, ale naszym zdaniem można byłoby jeszcze podkręcić jego intensywność.

Zanurzając się w szkle nie sposób pominąć wysokiego poziomu nagazowania piwa. Jeśli chodzi o sam smak, to dość odważnie rozpoczęła widowisko goryczka. Z danych zawartych na etykiecie wynika, że jej poziom wynosi 66 IBU i trudno się w tym przypadku z twórcami nie zgodzić. Potwierdzić możemy również inną wieść płynącą z etykiety. Piwo Welcome to Vermont IPA zdecydowanie skręciło w kierunku kategorii pozycji wytrawnych. Właściwie to podczas całej degustacji towarzyszy nam przywoływana już do tablicy wyraźna goryczka, przy której zestawiono mnóstwo cytrusów. Bukiet ten być może nie należy do najbardziej rozbudowanych, ale już poziom pijalności piwa jest w stanie bić się o najwyższe cele. Załoga Doctor Brew zapracowała przy tym elemencie dość poważnie, czego efektem jest naprawdę krótki odstęp czasu między początkiem a końcem tej degustacji.

Być może nie wszyscy spodziewali się takiego finału. Wynik idzie jednak w świat, a wraz z nim wieść, że Welcome to Vermont IPA to piwo przyjazne dla odbiorcy. Trunek, mimo zaledwie kilku głównych nut spotkanych w smaku i aromacie zasługuje na uwagę. I naszym zdaniem tę uwagę przykuje. Kogo? Szerokiego grona odbiorców, których nie sposób zamknąć w jednej z setek kategorii. A co z nami? Osobiście chętnie do tego piwa jeszcze wrócimy. Szczególnie szukając orzeźwienia w gorący letni dzień.
Czytaj dalej »

Niebanalnie, świeżo, z nutami wiśni... Czyżby to Książęce Porter?

piwnynocnik.pl blog o piwie
Wczoraj informowaliśmy Was, że na rynku pojawił się premierowy produkt Kompanii Piwowarskiej. Co jasne, mowa o piwie Książęce Porter wyposażonym w ekstrakt na poziomie 20% wag i 8% alkoholu. Dziś mamy już dla Was owoc degustacji w postaci recenzji zdradzającej rzeczywisty aromat i smak tego piwa. W ramach wstępu zasygnalizujemy Wam tylko, że jest całkiem nieźle.

Butelkę zdobi etykieta utrzymana w czerni, brązie i złocie. Są to chyba najczęściej wybierane przez Browary kolory jeśli chodzi o etykiety piw reprezentujących styl Porter. Wchodząc w szczegóły wspomnieć musimy, że oprawa graficzna nie odbiega od tej znanej z innych piw serii Książęce. Jest to wyraźna kontynuacja charakteryzująca się naniesioną symboliczną grafiką – w przypadku naszego Portera jest to kotwica i koło sterowe statku. Dla porównania Złote Pszeniczne zdobi kłos pszenicy.

Co możemy powiedzieć o wyglądzie samego trunku? Tyle, że nie powinien nikogo zaskoczyć. Kolor bliski czarnemu miesza się z ciemnym brązem i ujawniającymi się w świetle czerwonymi przebłyskami. Całkiem niezły występ notuje piana wpadająca w beż. Szybko jednak opada do niemal zera, co powoduje, że zapominamy o tej epizodycznej wstawce.

Słuchajcie teraz, bo zaczynamy buszować wśród aromatów. Co ciekawe, Książęce Porter nie zawiał nudą, a raczej zaskoczył nas rządzącą nutą wiśni. W dodatku jest stosunkowo świeżo i rześko. Pokusić można się nawet o stwierdzenie, że to wiśnia skąpana w czekoladzie nas tak uwodzi. Być może dlatego klasyczna mleczna czekolada i kawa nucą sobie własną melodię dopiero na drugim planie. Ale co ma powiedzieć paloność, która błąka się po planie trzecim? Tak czy inaczej konstrukcja tego bukietu sprawia wrażenie ciekawej i przyjemnej. Oceniając całokształt jest łagodnie, deserowo i bez agresji. Nam to pasuje, ale popływajmy jeszcze w smaku.

Dobre – zabrzmiało banalnie, ale właśnie takie słowo nasunęło nam się na myśl jako pierwsze. Spokojnie, szczegóły też zdradzimy. Smak Książęcego Portera zbudowano z mlecznej charakteryzującej się słodyczą czekolady, ale i stosunkowo delikatnie wtrącającej się kawy, skropionej śladowymi ilościami karmelu. Zaznaczyć należy, że w trakcie degustacji piwo się zmienia. Aromat ewoluuje i do gry wpuszcza owoce w suszonej postaci. Te pojawiają się również w smaku, dając całkiem przyzwoity efekt mogący przywoływać na myśl likier wiśniowy. No powiemy Wam – nie jest to nudny Porter.

Książęce Porter to piwo dość gęste i jednocześnie stosunkowo lekkie. Alkohol na poziomie 8% nie szturmuje do przodu, a bardzo delikatnie rozgrzewa od środka. Dostrzegalna słodycz nie pozwala zakwalifikować go do kategorii wytrawnych. Na pewno nie pozwala go też porównywać do takich piw jak chociażby Żywiec Porter, czy Grand Porter od Browaru Amber. Produkt Kompanii Piwowarskiej jest bowiem po prostu inny. W ślepym teście bez problemu zdobędziecie 3/3 punkty.

Na zakończenie stwierdzamy, że Książęce Porter został przez nas odebrany całkiem pozytywnie. Taka interpretacja stylu może podobać się też osobom, które preferują Portery łagodniejsze. Brak agresji, alkoholowej inwazji, a także pozbawienie trunku nudy za sprawą ciekawych wstawek w postaci suszonych owoców, czy wiśni to połączenie mogące być alternatywą dla istniejących już piw w tym stylu. 

Czytaj też:
Czytaj dalej »

czwartek, 19 kwietnia 2018

Kuszący Mangoł od Browaru Kazimierz. Czym nas zachwycił?

piwnynocnik.pl blog o piwie
Kojarzycie krakowski Browar Kazimierz? Jeśli nie to nadrabiajcie zaległości, przeczytajcie naszą recenzję i sięgajcie po Mangoła utrzymanego w stylu Mango Milkshake APA. Właśnie jego przyszło nam dziś degustować i nie ukrywamy, że było naprawdę soczyście. Oczywiście nie mogło być inaczej – mango zameldowało się na linii startu, ale słuchajcie… Ten niepowtarzalny smak kreuje nie tylko dodany owoc, ale też zastosowane chmiele, a może laktoza, płatki pszenne i owsiane oraz… no właśnie? Tak czy inaczej takie połączenie to majstersztyk, a receptura znana jest zapewne tylko i wyłącznie twórcom.

Z własnego doświadczenia wiecie zapewne, że twórcom nie zawsze udaje się w pełni wykorzystać potencjał zastosowanych w piwie składników. W przypadku piwa Mangoł zabieg ten wyszedł Browarowi Kazimierz doskonale. Jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni i czujemy, że lato będzie należeć do niego. Zacznijmy jednak od początku.

Zobaczcie jak to piwo genialnie prezentuje się w szkle. Soczysty mętny żółto-pomarańczowy kolor to czysta bajka i nie ulega wątpliwości, że kusić to Mangoł potrafi…. Lecimy dalej! Piana należy raczej do niskich i krótkotrwałych, ale co tam piana… Zapach przejmuje skrzypce celując w nasze nosy grejpfrutem, pomelo i słodkim mango, które jednak zdaje się być na razie przyczajone jak Mongoł z etykiety piwa. Nie będziemy wnikać w proces kreowania tego aromatu, ale jedno jest pewne – powstał on w wyniku połączenia mango, chmieli, laktozy, być może płatków pszennych i owsianych oraz pewnie jeszcze kilku elementów składających się na to piwo.

Co sądzimy o smaku? No powiemy Wam miazga. Połączenie soczystości z owocami i kapitalną pracą konkretnej dawki chmielu to chyba najlepsze słowa jakimi można opisać z czym mamy do czynienia. W dodatku szlachetna, delikatna acz zaznaczona cytrusowa goryczka i wychodząca z czasem słodycz perfekcyjnie komponują się z niewiele wcześniej wymienionymi elementami. Naprawdę szacunek dla Browaru Kazimierz. A wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Fakt, że Mangoł nie jest przesłodzony, a tytułowy owoc nie jest jedynym aktorem w tym spektaklu

Możecie przewidzieć co napiszemy Wam w podsumowaniu. Tak - Mangoł to piwo, w którym dzieje się naprawdę mnóstwo. Nie martwcie się o nudę, bo takiej nie uświadczycie. Treściwość po prostu bombarduje i zaskakuje przy każdym łyku. Co tu dużo mówić - nie spodziewaliśmy się aż tak dobrego występu tego trunku, ale właśnie ta nieprzewidywalność jest w piwnym krafcie fantastyczna. Życzymy Wam i sobie jak największej ilości takich degustacji. Browarowi Kazimierz przyglądać będziemy się bliżej. Rozbudził bowiem naszą ciekawość do czerwoności, albo dokładniej do mangołości. Pycha!

Czytaj dalej »

Dwie niezwykle ciekawe nowości od Pracowni Piwa - Purple Haze oraz LAB 23!

piwnynocnik.pl blog piwny
Dwie premiery od Browaru Pracownia Piwa! Purple Haze utrzymany w stylu Hoppy Fruit Ale zaatakuje nas potężną dawką marakui i czarnej porzeczki. Trunek wzbogacony został czterema odmianami amerykańskich chmieli. 

LAB 23 to z kolei Beetroot Sour Ale, czyli kwaśne piwo z 40% dodatkiem tartego buraka. To rzecz jasna nie wszystkie informacje jakie mamy Wam do przekazania!

Purple Haze oprócz solidnego owocowego zastrzyku uraczy nas alkoholem na poziomie 7,7%. Piwo będzie więc stosunkowo mocne, ale prawdopodobnie nie poczujemy tego w trakcie degustacji. Wiele wskazuje jednak na to, że dostrzeżemy pracę chmieli odmian Citra, Chinook, Amarillo i Mosaic, które wpłyną na aromat, rześkość i pijalność tego piwa.

Wracając do drugiego z premierowych piw, czyli LAB 23 nie sposób jeszcze raz nie odnieść się do buraczanego dodatku. Jego ilość spowoduje, że ujawni się nie tylko w barwie, ale też aromacie. Twórcy sygnalizują, że w smaku będziemy mogli dostrzec nutę ziemistości połączonej z mineralnością. LAB 23 będzie lższejszy niż wyżej prezentowany Purple Haze. Przy ekstrakcie na poziomie 13 plato autorzy zestawili alkohol w wysokości 5,6%.

Źródło: Pracownia Piwa
Czytaj dalej »

Książęce Porter już w sklepach!

piwnynocnik.pl blog o piwie
Kompania Piwowarska rozpoczęła dystrybucję piwa Książęce Porter. Dla niektórych może być to informacja nieco zaskakująca – tym bardziej, że sam Browar wszystkie siły kumuluje wokół piwa Książęce IPA, które aktualnie bardzo intensywnie promowane jest w sieci. Ale co tak właściwie wiemy o nowym Porterze, oprócz tego, że warzony jest w Tychach?

Na etykiecie informowani jesteśmy o doznaniach jakie czekają na nas podczas degustacji. Autorzy sygnalizują, że Książęce Porter to początkowo karmel, kawa, gorzka czekolada oraz orzechy z nutami wiśni i porzeczek. Z czasem smak ma jednak łagodnieć i jednocześnie być wzbogacany o nuty wina i suszonych owoców.

Jeśli chodzi o dane techniczne, to twórcy postawili na ekstrakt równy 20% wag. Alkohol z kolei wyniósł 8%, a goryczka usytuowana została na poziomie 30 IBU. W składzie widzimy oczywiście słody jęczmienne (20%), pilzneński, monachijski, karmelowy aromatyczny i palony. Wśród chmieli wymieniany jest goryczkowy i aromatyczny Lubelski i Marynka.


Czytaj dalej »

środa, 18 kwietnia 2018

Ale Meksyk Piwo Jurajskie zachwyci nas ananasem, kolendrą i bazylią. Będzie lekko i orzeźwiająco!

piwnynocnik.pl blog o piwie
Co powiecie na orzeźwiające piwo kuszące aromatem świeżych ziół kolendry i bazylii? Co powiecie na lekki trunek którego wzbogaca smak ananasa? Jesteście na tak? Sięgnijcie więc po nowość od Browaru na Jurze! Ale Meksyk Piwo Jurajskie oferuje to wszystko zamknięte w butelce z kolorową i interesującą etykietą. Zapowiada się naprawdę rześko i ciekawie! Propozycja idealna na letnie upały i nie musicie się martwić, że zaszumi Wam w głowie, bo zawartość alkoholu to tylko 2%.

Źródło: Browar na Jurze
Czytaj dalej »

Mamy przyjemność przedstawić limanowskiego Hopina! Trunek w stylu Polish IPA od Browars

piwnynocnik.pl blog o piwie
Hopin to kolejne piwo od zespołu Browars jakie mamy przyjemność Wam zaprezentować. Przypomnijmy, że trunek w stylu Polish IPA podobnie jak Jaśnie Pian i Fakir dostępny był niedawno na półkach sklepowych sieci Aldi. Jeśli śledzicie nasze recenzje to wiecie, że do tej pory byliśmy z efektów pracy limanowskiego Browaru zadowoleni. Jak będzie teraz? Poszukajmy tej przysłowiowej kropeczki nad „i”!

Co przerażająco oczywiste nazwa Hopin nawiązuje do znanego polskiego kompozytora. Widzimy to wyraźnie na etykiecie, gdzie główną rolę odgrywa przerysowana postać zasiadająca przed pianinem. Tradycyjnie już mamy do czynienia z charakterystyczną dla Browars oprawą graficzną, której odbiorca nie powinien pomylić z innymi projektami dostępnymi na rynku. Jeśli chodzi o pozostałe akcenty jakich można doszukać się w Hopinie, to w oczy rzuca się styl – IPA w odsłonie Polish, którą twórcy zaprezentowali stawiając na polskie odmiany chmieli, takie jak Chinook (PL), Puławski i Iunga.

Za chwilę szybciutko przejdziemy do najważniejszego, a więc aromatu i smaku. Zanim to jednak nastąpi musimy wystukać na klawiaturze kilka słów o wyglądzie Hopina. To, że na etykiecie jest przerysowany wiemy. Jak natomiast zaprezentuje się w szkle?

Autorzy postanowili swój trunek delikatnie zmętnić. Efekt przy bursztynowym zabarwieniu i stosunkowo niskiej pianie jest całkiem udany, ale nie ukrywajmy – naszym zdaniem wygrywa z nim zapach i to właśnie na nim powinniśmy się teraz skupić. Dlaczego? Aromat przepełniony jest lekkimi, subtelnymi, delikatnymi i nienachalnymi nutami, które co najbardziej istotne - wnoszą do tej degustacji sporo dobrego. Mam tu świeżość, powiew kwiatów, ale też doprawiającą porcję cytrusów. Podobne atrakcje mają miejsce w smaku, choć oddzielnie musimy odnieść się też do polskich chmieli, których pracy nie sposób nie zauważyć. Na uwagę zasługuje również delikatna goryczka i ciekawy posmak pozostający na kubkach smakowych aż do momentu sięgnięcia po kolejny łyk.

Konstrukcja Hopina wydaje się stosunkowo prosta, ale jak wiadomo czasem najprostsze rzeczy są najlepsze, ale okazują się najtrudniejsze do wykonania. Na szczęście w przypadku tego piwa jakość wykonania jest wysoka, a piwo choć lekkie, to jednocześnie dostarcza pozytywnych wrażeń za sprawą smaku i aromatu. Twórcy znaleźli więc złoty środek pomiędzy lekkością, a wyrazistością, której w recenzowanym trunku na szczęście nie brakuje. To po prostu trzeba potrafić.

Czytaj też:


Czytaj dalej »

Pora na limonkę! Fakir od Browars idealny do wiosennego grillowania

piwnynocnik.pl blog o piwie
Nadrabiamy zaległości i dzielimy się z Wami naszą kolejną recenzją. Tym razem zdecydowaliśmy się wlać do szkieł Fakira w stylu Session IPA reprezentującego barwy limanowskiego zespołu Browars. Oczywiście wybór jest nieprzypadkowy – konkretnie rozpoczęliśmy sezon grillowy, dlatego staramy się, by degustowany w plenerze trunek potrafił radzić sobie w towarzystwie cięższych przysmaków.

Ostatnio bardzo często czytane są przez Was nasze recenzje piw Książęce IPA i Żywiec Sesyjne IPA, które jak wiecie nie popisały się dobrymi występami. Na szczęście degustowany przez nas Fakir Sesyjne IPA to zupełnie inna bajka i kapitalne przełamanie nieudanych spotkań z tym stylem. Trunek jest lekki, orzeźwiający i urozmaicony za sprawą zastosowanego dodatku w postaci skórki i soku z limonki oraz liści Kaffiru. Elementy te wnoszą powiew świeżości powodując, że aromat zyskuje na atrakcyjności. Oceniając zapach jako całokształt stwierdzić wypada, że jest naprawdę dobrze, a nuty związane z szeroko pojętymi cytrusami utwierdzają w przekonaniu, że limanowska interpretacja Session IPA nie została wymyślona na kolanie, a przeciwnie – ktoś zadbał o jej dopracowanie.

Analizując smak, stwierdzić musimy, że podobnie jak w aromacie także i tu rządzą przede wszystkim cytrusy. Jest lekko, przyjemnie i szlachetnie. Co cieszy - występuje tu również goryczka. Tą należy określić jako łagodną, ale przy wsparciu charakterystycznej limonki wydaje się być ciekawsza i zachęcająca do dalszej degustacji.

A co mamy powiedzenia o wyglądzie? Fakir w szkle przypomina mieszankę kolorów żółtego, zielonego i brązowego, co daje dość nietypowy rezultat pozwalający zakwalifikować go do kategorii specyficznych. W dodatku piwo jest dość mętne, ale spokojnie – nie niszczy to jego lekkości, a raczej nadaje fajną oprawę całej degustacji.

Podsumowując stwierdzić musimy, że jeśli pić piwa w stylu Session IPA, to właśnie takie jak Fakir. Mamy tu gwarantowaną lekkość, ale też atrakcyjny smak i aromat, który twórcy dopracowali w taki sposób, by odbiorca bez zastanowienia mógł wysoko ocenić poziom pijalności trunku, a także szeroko pojętej jakości.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie powinniśmy nawet porównywać recenzowanego Fakira do przywołanych na początku koncernowych piw Książęce IPA i Żywiec Sesyjne IPA. Postanowiliśmy jednak w ten sposób przełamać nieudane spotkania z tym stylem i naszym zdaniem za sprawą ekipy Browars udało nam się to doskonale. Smacznego!

Czytaj też:
Solidny i Intrygujący. Jaśnie Pian od Browars
Czytaj dalej »

wtorek, 17 kwietnia 2018

Nowy trunek od Browaru Bazyliszek. Czy w parze z odważną etykietą idzie odważne piwo? Zatoka Czerwonych Świń już wkrótce!

piwnynocnik.pl blog o piwie
Browar Bazyliszek poinformował, że już w najbliższy weekend na rynku zadebiutuje Zatoka Czerwonych Świń, czyli piwo utrzymane w stylu Extra Red IPA. Trunek będzie charakteryzować się stosunkowo wysokimi wskaźnikami i kontrowersyjną etykietą, na której główną rolę odegrają trzy ubrane w garnitur postacie z twarzami świń, mogące kojarzyć się z… sylwetkami dość popularnych osób.

Na etykiecie oprócz tytułowych świń odnajdujemy czerwone blokowiska i symbole takie jak gwiazdka, goździk czy ciemne okulary, ale i przesiąknięte czerwienią blokowiska. Nie ukrywamy, że twórcy poszli w temacie dość odważnie. W najbliższym czasie fani polskiego kraftu będą mieć o czym dyskutować.

Wróćmy jeszcze na chwilę do samego piwa. Wspomniane we wstępie wskaźniki, to nic innego jak poziom goryczki określony na 80 punktów w skali IBU, a także konkretny ekstrakt równy 21,5 BLG i alkohol wystrzelony aż do 8,3%. Co sądzicie o tym projekcie?

Źródło: Browar Bazyliszek
Czytaj dalej »

Kolejna propozycja od Doctor Brew w Lidlu. Od 19 kwietnia Perfect Lager!

piwnynocnik.pl blog o piwie
Mamy wtorek. Co to oznacza? Że do czwartku już bardzo blisko! A co i gdzie czeka na nas w czwartek? Miejsce już na pewno wszystkim znane - co czwartek spotykamy się w sieci sklepów Lidl. Co tym razem dla nas przygotowano?

Kolejny trunek od Doctor Brew. Tym razem będzie to Perfect Lager, oferujący nam 4,9 % alkoholu oraz ekstrakt na poziomie 12%. Zastosowane chmiele to Magnum, Ella i Centennial. Natomiast słody - pilzneński i karmelowy. Goryczka na poziomie 29 IBU. To wszystko za cenę 5,99 zł.
Czy warto? Przekonajcie się sami!

Przy okazji chcieliśmy Was poinformować, że już wkrótce będziecie mogli poczytać o naszych wrażeniach z degustacji innego trunku od Doctor Brew (który w zeszłym tygodniu pojawił się w Lidlu i o którym pisaliśmy w jednym z poprzednich newsów) - Welcome to Vermont IPA. Zapraszamy!
Czytaj dalej »

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Premiera Kansas od Browaru Inne Beczki

piwnynocnik.pl blog o piwie
Kansas to premierowa propozycja od Browaru Inne Beczki utrzymana w stylu American Wheat. Przyjemne chlebowo-owocowe nuty pszenicznego słodu mają flirtować z soczystym aromatem amerykańskiego chmielu. Brzmi nieźle, tym bardziej, że za oknami temperatury dość mocno prowokują do sięgania przede wszystkim po lekkie i orzeźwiające trunki. A co sprowokowało do warzenia twórców?

Wspominane przez nich w oficjalnym komunikacie wielkie równiny Ameryki Północnej, które porasta niezliczona ilość mieniącej się w Słońcu pszenicy. Do tego ten charakterystyczny warkot kombajnu, 4,6% alkoholu i ekstrakt na poziomie 11 BLG. Zobrazowanie tego krajobrazu przez załogę Inne Beczki robi kawał dobrej roboty. My mamy nadzieję, że kawał roboty zrobi 500 mililitrów premierowego piwa Kansas, które już wkrótce powinno zadomowić się w sklepach.

Czytaj dalej »

piątek, 13 kwietnia 2018

Premiera piwa z historią i tajemnicą - Albae Cerevisiae od Browaru Czarna Owca

piwnynocnik.pl blog piwny
Albae Cerevisiae – piwo warzone kilkaset lat temu na terenie Pomorza i Kujaw ponownie ujrzy światło dzienne! Tajemniczy trunek odwzorowano na podstawie zachowanej receptury z XVII wieku, a właściwie za sprawą umiejętności piwowara domowego Marka Lutowskiego, który sięgnął po zwycięstwo w konkursie piw domowych organizowanych wraz z Karczmą Słowiańską na Podgrodziu w Owidziu. Aktualnie Browar Czarna Owca, z którym warzy Lutowski przygotowuje się do planowanej na maj premiery.

Co kryje się pod łacińską nazwą Albae Cerevisiae? Twórcy wyjaśniają, że jest to piwo białe (pszeniczne) wyposażone w szereg ziół i przypraw, a zachęceni efektami zamierzają co roku organizować konkurs, w którym zwycięska receptura będzie wykorzystana do uwarzenia nowej wersji tego historycznego piwa.

Oficjalna premiera trunku będzie mieć miejsce 4 maja podczas Owidzkiego Festiwalu Piw Rzemieślniczych „U Welesa”. Niewiele później piwo ma zawitać do lokali i sklepów.

Czytaj dalej »

Jak smakował obiad w towarzystwie Studenta? Posmakujcie z nami!

piwnynocnik.pl blog o piwie
W ramach obiadu do naszych szkieł zawitał Student – leciutki trunek od Browaru Profesja w stylu American Light Ale, który swoje zadania najlepiej wydaje się realizować w pewnych możliwych do wymienienia okolicznościach. Zaledwie 3,1% alkoholu i ekstrakt na poziomie 7,5 BLG to wskaźniki niskie, ale nie wątpimy, że właśnie tak miało to wyglądać.

Lekkość tego piwa spowodowała, że do obiadu weszło nam idealnie. Jeśli chodzi o prezentację w szkle, to nie sposób pominąć wysokiego poziomu nagazowania przejawiającego się w setkach unoszących bąbelków i rzecz jasna piany, która chętnie wyskoczyłaby ponad wysokość szkła.

Jeśli chodzi o aromat i smak, to nie dzieje się tu zbyt wiele. Dostrzegamy jednak delikatną kwiatową nutę rywalizującą z zapachem charakterystycznym dla piw typu lager. W smaku jesteśmy w stanie zlokalizować łagodne owoce i znów przywoływane przed chwilą kwiaty. Goryczka z kolei nie rozdziera naszych receptorów na kawałki notując swój występ jako nieistotna statystka.
piwnynocnik.pl blog piwny

Wyżej wymienione elementy wystarczą jednak, by uznać Studenta za pijalnego i konkretnie orzeźwiającego. Nie przeszkadza w tym wysoka wodnistość. Cieszy i zaskakuje fakt, że choć nut jakimi może pochwalić się Student jest mało, to jednak potrafią one nadać trunkowi pewnych cech charakterystycznych.

W tym miejscu podkreślić raz jeszcze wypada, że tak właśnie Browar Profesja sobie to wymyślił. Do obiadu – super. Do grilla – w sam raz. Przed sesją przy maratonie z książkami i notatkami? Doskonałe. Trzeba jednak mieć na uwadze fakt, że ci, którzy mają już egzaminy (zdane lub nie) za sobą, piwem tym raczej nie będą zainteresowani. Świętowanie lub oczekiwanie na kampanię wrześniową prędzej umilą sobie trunkami z bogatszym smakiem i aromatem, zbudowanymi na wyższym ekstrakcie oraz mogącymi pochwalić się wyższym poziomem alkoholu.

Czytaj też:

Czytaj dalej »

czwartek, 12 kwietnia 2018

Banany na Rauszu wróciły! Czym nas zaskoczył Browar Recraft? Sprawdźcie!

piwnynocnik.pl blog o piwie
Wielki powrót piwa Banany na Rauszu, za który odpowiada Browar ReCraft stał się faktem. Podczas Silesia Beer Fest IV w Katowicach wyposażyliśmy się w butelkę, a wracając wydawało nam się, że jesteśmy do tej degustacji świetnie przygotowani. Trunek w stylu Rauchweizen winien być stosunkowo przewidywalny. Nie wzięliśmy jednak pod uwagę obecnej w piwie wędzonki, która, co ciekawe nie stoi z boku kreując tylko tło, a dość konkretnie bierze sprawę w swoje ręce.

Piwo zaprezentowało się w szkle jako dość ciemne wpadające w barwy kojarzące się z miodem i bursztynem. W dodatku dość dobrze wygląda to przy odpowiednim zmętnieniu, które rzecz jasna w Bananach na Rauszu występuje.

W zapachu spodziewaliśmy się przede wszystkim nut charakterystycznych dla pszeniczniaków,  w tym dość konkretnej dawki bananów. Tak też było, ale żeby nie powiało nudą twórcy zastosowali wspomniany słód wędzony. Wiedzieliśmy o jego obecności, ale nie spodziewaliśmy się, że będzie tak znacząco wpływać na bukiet budowany przez to piwo. W przypadku Bananów na Rauszu, solidna porcja wędzonki nadała im charakteru. Jeśli czytacie nasze recenzje, to zapewne doskonale wiecie, że dla nas powiew dobrze skonstruowanego dymu to strzał w dziesiątkę. Preferencje preferencjami, ale czy w analizowanym przypadku powiew ten zasługuje na dyszkę? Oczywiście, że tak i trudno uwierzyć nam w to, że twórcy tak mało chwalą się nim – czy to na etykiecie, czy już w samych prezentacjach. Powodem tego może być fakt, że nie każdy takie klimaty uznaje za atut. Wolelibyśmy jednak wariant prostszy – element ten ma być po prostu dla odbiorcy miłą niespodzianką.

Zapach rozłożyliśmy na czynniki pierwsze, dlatego płynnie przechodzimy do smaku. Mając w głowach to, co wydarzyło się podczas pierwszego etapu degustacji stwierdzić musimy, że… takiej kontynuacji właśnie się spodziewaliśmy. Słuchajcie, piwo Banany na Rauszu bardzo odpowiada nam określić trzyskładnikowym, bombardującym nas w aromacie i smaku pszenicą, bananami i dymem wędzarniczym. Naszym zdaniem te trzy elementy wystarczą jednak, by odbiorca czuł się dopieszczony. I to przy stosunkowo niskim ekstrakcie określonym na 12 BLG i alkoholu na poziomie 4,6%. Dlaczego? Każda bowiem z tych skomponowanych przez ReCraft atrakcji sprawia, że piwo jako całość prezentuje się jako pijalne i wciągające. Niektórym może jednak przeszkadzać wspomniana wędzonka, ale to już kwestia gustu…

Czytaj też:



Czytaj dalej »

Mamy to! Recenzja piwa Żywiec Sesyjne IPA już gotowa. Zapraszamy do lektury

piwnynocnik.pl blog o piwie
Piwo Żywiec Sesyjne IPA trafiło już do sklepów! Na wieczór z Ligą Mistrzów zaplanowaliśmy więc degustację właśnie tego premierowego trunku. Jako jedni z pierwszych opowiemy Wam co sobą reprezentuje, czy zasługuje na uwagę i wreszcie jak wypada na tle piwa Książece IPA. Wszystkie szczegóły znajdziecie już w samej recenzji, która rozpocznie się za trzy, dwie, jedną sekundę...

Butelka została już odpowiednio schłodzona, co sygnalizuje nam wskaźnik umieszczony na etykiecie. Przygotowujemy się więc do zdjęcia złotego kapsla oznaczonego literą „Ż”, rzucając raz jeszcze okiem na etykietę w ładnej „morskiej” barwie, którą docenialiśmy na Piwnym Nocniku w aktualności z 23 lutego, zapowiadającej pojawienie się piwa na rynku. No dobrze, ale o czym twórcy wspominają w treści? Sesyjność. To może być słowo klucz. Ma być stosunkowo lekko, co sugeruje ekstrakt na poziomie 12 Plato i 5-procentowy alkohol. Jeśli chodzi o słody, to na pierwszym miejscu wymieniony został pszeniczny. Zaraz za nim uplasowano słód jęczmienny i informację o zastosowaniu ekstraktu z chmielu i samego chmielu. Teorię mamy za sobą. Czas na praktykę.

Żywiec Sesyjne IPA ląduje w naszym szkle, choć nie ukrywamy, że z powodu dającej o sobie znać gigantycznej ciekawości, powąchaliśmy zawartość butelki tuż po odkapslowaniu. I co? I uderzył w nas delikatny acz typowy i co ważne szlachetny cytrusowy aromat znany z piw utrzymanych w stylu India Pale Ale. Poczekajcie jednak, bo to jeszcze nie koniec. Zapach ten (już w szkle) towarzyszył nam przez jakieś kilkadziesiąt sekund. Niestety uległ ulotnieniu dając pierwszeństwo naprawdę zamglonym cytrusom i kwiatowym podmuchom, które trzeba raczej uznać za nudnawe i pozbawione szlachetności. A pszenica? Wydobyliśmy ją w postaci rozmytych bananów poprzez dynamiczne zamieszanie piwem przy jednoczesnym zakryciu szkła dłonią. To jednak nuta bardzo delikatna i dobrze ukryta, mająca niewielki udział podczas degustacji. Panie i Panowie za mało!

Naszym zdaniem twórcy sprytnie do literek IPA dodali słowo „Sesyjne” powodując, że jakiekolwiek braki można będzie usprawiedliwić tekstem typu – „no dobra, ale to piwo sesyjne, lekkie, nie zetnie Cię z nóg goryczka, smak czy aromat. Pogódź się z tym”. My jednak nie do końca się z tym pogodzić możemy, bo mamy w głowach degustacje innych sesyjnych projektów, które przez całą degustację trzymały równy i co ważne atrakcyjny poziom. Ponadto nie wyobrażamy sobie sytuacji ukrywania niedociągnięć pod banderą sesyjności. Usłyszeć o totalnie wyimaginowanej hybrydzie jak na przykład Sesyjna Imperialna IPA nie chcielibyście chyba nawet we śnie po grubej degustacji gdzieś na festiwalu.

Wróćmy jednak do poważnego tonu i zadajmy sobie pytanie, czy tak skonstruowana praca nut zapachowych bawi nas od początku do końca? Odpowiedź brzmi – nie. Nie zadziałał tu znany mechanizm polegający na zrobieniu dobrego pierwszego wrażenia. Kilkadziesiąt sekund przyjemności to zdecydowanie za mało, a zastępujące ją mniej szlachetne nuty po prostu rozczarowują. Degustacja wciąż jednak trwa. Sami nie wiemy co jeszcze się wydarzy.

Do wyglądu premierowego Żywca świadomie nie odnosiliśmy się na początku. Piwo nie jest z tych umiejętnie wprowadzających odbiorcę na scenę głównego spektaklu. No chyba, że wystarczy nam do szczęścia wysoka piana, która z gracją zmniejsza się do rozmiarów bliskich pięciu milimetrom. Słomkowa przejrzysta barwa też nie jest w stanie zmusić naszych umysłów do szukania licznych przymiotników mogących ją pięknie określić. Raczej mamy w tym elemencie do czynienia z klasyką bez historii, choć na uwagę zasługuje fakt, że niska piana towarzyszy nam podczas degustacji bardzo długo. A czy historia rozkręci się gdy tylko przejdziemy do smaku?

Odpowiedzi jesteście zapewne ciekawi tak samo jak my, dlatego zanurzamy się w szkle i wreszcie mamy to za sobą... Ale co dalej? Jak to określić? Chwila zastanowienia była w tym przypadku konieczna. Słowa nie przyszły nam do głowy tak szybko, jak mogłoby się wydawać. Wykonujemy więc jeszcze kilka podejść, by wyłapać wszystko, co tylko możliwe. Nie ma „tego” jednak zbyt wiele. Znów usprawiedliwienia powinniśmy szukać w sesyjności? Niekoniecznie. Prawda jest jednak taka, że gdyby nie ta magiczna sesyjność na etykiecie, moglibyśmy teraz pisać o totalnym blamażu, a tymczasem parę słów o tej lekkości…

Lekkości, której towarzyszy zwyczajność. Nie ma tu spektakularnej historii. Jest za to stosunkowo wysoka wodnistość i niewyrazisty smak, który rzecz jasna nie kwalifikuje się do kategorii szlachetnych. Posmak w ustach też jakiś pozostaje, ale znów bardzo delikatny i maksymalnie przeciętny. Krok po kroku dochodzimy do wniosku, że Żywiec Sesyjne IPA to trunek, w przypadku którego słowo „degustacja” nie jest tym, które mogłoby zaprzyjaźnić się z tym piwem na dłużej. Żywiec zbudował go po to, by dotrzeć do bardzo szerokiego grona odbiorców i jednocześnie nie odstraszyć wyrazistością niekoniecznie towarzyszącą Januszowi podczas kilku minut z lagerem. Sesyjne IPA to trunek, którego można się napić chociażby podczas grilla, czy innego wypadu w plener. Czujecie to? Tak chyba zostało to zaplanowane.

Niestety braki, które opisaliśmy są wciąż brakami i nie ma tu żadnych usprawiedliwień typu: że to sesja, że lekkość, że dla Januszy albo że za parę złotych cudów nie da się ukręcić. A co z goryczką? No właśnie. Co z nią? Jeśli jeszcze o niej nie wspomnieliśmy to znaczy, że jest znikoma. Tyle…

Podsumowując każdy z powyższych akapitów stwierdzić wypada, że Żywiec Sesyjne IPA to bardzo lekkie, mało charakterystyczne piwo, które dzięki słowu „sesyjne” zamazuje przynajmniej część braków, które ujawniły się podczas degustacji. Tak jak wspominaliśmy namaszczenie piwa sesyjnością jest naszym zdaniem świadomym zabiegiem twórców, którzy prawdopodobnie chcą trafić do szerokiego grona odbiorców, wśród których znajdują się wierni fani klasycznego złotego trunku. Nie ma tu żadnych wyraźnych momentów, a szkoda, bo pierwsze kilkadziesiąt sekund rokowało naprawdę dobrze. Nie ulega jednak wątpliwości, że piwo nie kwalifikuje się do nakarmienia czekającego w blokach startowych Piwnego Nocnika, który liczył na wydarzenia zbliżone do tych z degustacji piwa Książęce IPA... Jest po prostu przeciętnie i bez historii, którą można raz na rok przeczytać.

PS.

Obiecaliśmy jeszcze, że porównamy krótko Żywiec Sesyjne IPA z piwem Książęce IPA, które też jakiś czas temu trafiło na rynek i o którym szerzej możecie przeczytać w naszej recenzji (Książęce IPA). Na typowy pojedynek ringowy będziecie musieli chwilę poczekać, ale już teraz możemy wskazać faworyta, którym bez dwóch zdań jest produkt Żywca. Spokojnie można stwierdzić, że piwa te dzieli przynajmniej półtorej klasy. Co ciekawe, Książęce IPA też miało całkiem niezły początek, gdy do gry ruszyły cytrusy i ananas. Ciąg dalszy pozostawiał jednak wiele do życzenia. Przypomnijmy, że w projekcie Książęce IPA w aromacie przed szereg wybiegły później kwiaty i sztuczne perfumy, które przygasiły wyczuwalne na początku przyjemniejsze nuty. Jeśli chodzi o smak to w przypadku Książęcego piwa czerpano garściami z lagera. W rezultacie trunek pozbawiony został cech charakteru zniechęcając do ponownego sięgania po szkło.
W przypadku Sesyjnego piwa od Żywca wszystkie elementy składające się na całość są raczej przygaszone i niewyraziste, ale nie budzą żadnego wstrętu. Jasne – nie jest to piwo wybitne, ale też nie kwalifikuje się do wylania. Przekładając to na język prosty Żywiec Sesyjne IPA to hybryda lagera na sterydach z pozbawionym szlachetności i wielu cech charakterystycznych stylem India Pale Ale.

Więcej informacji na temat Książęcego IPA znajdziecie w naszej recenzji. Być może łatwiej będzie Wam skonfrontować ze sobą oba przywoływane dziś do tablicy piwa. Tymczasem myślimy już o ringowym pojedynku, w którym doszłoby już do bezpośredniej konfrontacji Zostańcie z nami. 

Czytaj dalej »

środa, 11 kwietnia 2018

Krótka owocowa opowieść o Paradise Pale Ale od Browaru Wrężel

piwnynocnik.pl blog piwny
Na Piwnym Nocniku przyszedł czas na recenzję Paradise Pale Ale od Browaru Wrężel. Unoszący się nad szkłem owocowy zapach sugeruje że będzie mega pijalnie. Wygląd kojarzący się z sokiem wyciśniętym z różowych grejpfrutów też odpowiednio kusi… To chyba doskonałe argumenty, by szybko rozpocząć degustację. Do dzieła!

Jak wynika z danych zawartych na etykiecie, twórcy zastosowali w piwie świeże owoce mango i kiwi. Zauważalna jest przede wszystkim praca tego pierwszego. Soczyste słodziutkie mango uwalnia swój aromat nawet przy stosunkowo niskiej temperaturze piwa. Paradise Pale Ale to jednak nie tylko owoce, ale też amerykańskie chmiele Chinook i Mosaic, które w połączeniu z wyżej wymienionymi bonusami powodują, że nasze nosy zaskakiwane są szeregiem innych nut zapachowych. Dwie z nich, tj. różowy grejpfrut i soczysty ananas poczynają sobie najbardziej ofensywnie. Musimy podzielić się z Wami czymś jeszcze - za sprawą wyglądu i aromatu jesteśmy gotowi stwierdzić, że recenzowane przez nas piwo czerpało inspiracje z cech charakteryzujących soki owocowe. Nie zdziwcie się więc jeśli jeszcze kilka razy użyjemy w tej recenzji słowa „owoce”. Jesteśmy bowiem niemal pewni, że w smaku czeka nas kontynuacja tej trwającej historii.

Tak właśnie się dzieje. Wypada jednak skupić się na detalach, bo te mają w tym piwie dość duże znaczenie. Nie da się ukryć, że Paradise Pale Ale atakuje nasze kubki smakowe słodyczą. Ta jednak skutecznie strofowana jest przez delikatną kwaskowatość. Prawdopodobnie jesteśmy w tym momencie świadkami pojedynku promowanych na etykiecie owocowych bohaterów, czyli mango i kiwi. Dzięki tej konfrontacji degustacja sprawia wrażenie pozbawionej nudy. Żeby tego było mało - przepychance przygląda się ponadto dobrze wyregulowana goryczka. Nie mamy tu żadnych zastrzeżeń do twórców, którzy poprawnie określili jej poziom na 40 IBU.

Biorąc pod uwagę całokształt stwierdzamy, że Paradise Pale Ale to atrakcyjna propozycja, która ma szanse na zyskanie sympatii szerszego grona odbiorców. Ma w tym pomóc wysoki poziom pijalności, owocowy charakter, atrakcyjny wygląd, aromat, ale też dobrze zbudowany przez twórców smak. Nie wspominając już o ostatniej wizycie na półkach sklepowych sieci Lidl.

Na zakończenie jeszcze jedno zdanie - Jeśli nie czytaliście naszej recenzji Tropical Little to kliknijcie w poniższy link i wybierzcie jedną z dwóch preferowanych przez siebie owocowych propozycji od Browaru Wrężel.

Czytaj też:

Czytaj dalej »

wtorek, 10 kwietnia 2018

Premiera Clandestino w stylu Wheat IPA od Browaru Kingpin

piwnynocnik.pl blog o piwie
Do sklepów wyruszył właśnie trunek Señor Ehuehue w stylu Coffe Milkshake Double IPA, prezentowany przez Browar Kingpin na Beer Geek Madness 6 we Wrocławiu. Nie jest to jednak główny bohater tej aktualności. 
Na salony wkracza bowiem Clandestino utrzymany w stylu Wheat IPA i wyposażony w dużą ilość słodu pszenicznego.

Degustacji kolejnego premierowego trunku Browaru Kingpin ma towarzyszyć bogactwo pojawiające się na podniebieniu, gładkość oraz solidne orzeźwienie. Całość ma dopełniać wyraźna goryczka, a także atrakcyjny aromat generowany przez amerykańskie odmiany chmielu.

Premiera Clandestino będzie mieć miejsce już w najbliższy piątek 13 kwietnia w poznańskim lokalu Wściekły Chmiel. Po niedzieli trunek wyruszy w Polskę znajdując swoje miejsce na półkach sklepowych, a także na kranach lokali serwujących dobre piwo.

Szczegóły na temat Señor Ehuehue znajdziecie z kolei w jednej z naszych poprzednich aktualności:

Źródło: Browar Kingpin

Czytaj też: Señor Ehuehue od Browaru Kingpin wita się z nami i zaprasza na Beer Geek Madness 6
Czytaj dalej »

Vermont IPA od Doctor Brew już od 12 kwietnia w Lidlu!

piwnynocnik.pl blog o piwie
Czym tym razem zaskoczy nas czwartkowa gazetka sieci sklepów Lidl? Co takiego wypatrzymy na półkach? Będzie to trunek od Doctor Brew! A dokładnie Vermont IPA.
Jak zapowiedzieli twórcy, skrupulatnie i precyzyjnie dopracowywana receptura aby osiągnąć jeden cel: sesyjne piwo o złożonym smaku i aromacie, przepełnione nutami cytrusów, owoców, kwiatów i estrów. A drożdże dobrane tak, aby te aromaty jeszcze bardziej zintensyfikować. Piwo wytrawne. Zapach przepysznie słodki. Goryczka umiarkowana.

Zapowiada się ciekawie, prawda?
Dodamy jeszcze tylko parę danych technicznych. Poziom alkoholu wynosi 5,8% a ekstrakt - 14,5%. Użyte słody to: pale ale, karmelowy i pszeniczny, a chmiele które robią "robotę" - Citra, Mosaic i Amarillo.

Pozostaje udać się w czwartek do Lidla i zrobić zapasy na kolejny słoneczny i ciepły weekend!
Czytaj dalej »

Nowe piwo od Browaru Kormoran - Chill Beer. Będzie lekko, rześko i owocowo!

piwnynocnik.pl blog o piwie
Dziś Browar Kormoran rozleje do butelek piwo Chill Beer w stylu Vermont Pale Ale, by już 18 kwietnia wprowadzić je do sklepów. Czego możemy się spodziewać? Przede wszystkim konkretnej pijalności objawiającej się w rześkości i owocowości! To nie koniec doniesień. Twórcy wyjaśniają bowiem, że Chill Beer zapoczątkuje nową serię lekkich piw z alkoholem wynoszącym maksymalnie 4,8% i ekstraktem, który nie przekroczy 11 stopni Plato.

Warzymy je, by nieść chillout z doskonałym niezobowiązującym piwem w ręku. Naszym marzeniem jest, by z Państwa ust usłyszeć: „Koniec pracy… słońce za oknem… czas na chill – Chill Beer!” – informuje Browar Kormoran.

Jak czytamy w oficjalnym komunikacie - pierwsze z piw Chill Beer w stylu Vermont Pale Ale owocowość zawdzięczać będzie nie owocom, a zastosowanym amerykańskim odmianom chmieli. Punktem wyjścia do uwarzenia VPA były piwa w stylu Vermont (New England) IPA. Uznaliśmy jednak, że jeżeli piwo ma stanowić kwintesencję chillu musi być bardziej sesyjne… wszak chill powinien trwać jak najdłużej. Dlatego przy zachowaniu wszystkich cech chmielowej owocowości Vermont IPA oferujemy piwo lżejsze, bardziej pijalne i z alkoholem na poziomie 4,8% - podsumowują twórcy.

Wiosenne i letnie wypady w plener z Chill Beer? Wiele wskazuje na to, że m.in. w tym celu powstało to piwo. Ciekawi jesteśmy pozostałych trunków składających się na nową serię Kormorana, dlatego zostańcie z nami. Gdy tylko będzie to możliwe, przekażemy Wam szczegóły na ich temat.
Czytaj dalej »

czwartek, 5 kwietnia 2018

O tym jak Komes Belgian IPA znalazł się w wielkanocnym koszyku...

piwnynocnik.pl blog o piwie
Kilka dni temu obiecywaliśmy, że na Piwnym Nocniku zrecenzujemy dla Was piwo Komes Belgian IPA reprezentujące barwy Browaru Fortuna. Jednak zanim ten mocarz wylądował w naszych szkłach, wskoczył najpierw do koszyka, gdzie dość chętnie pozował do zdjęć. W jakiej roli wypadł lepiej - pozującego czy degustowanego? Nie ma co marudzić. Bierzemy się do pisania.

8% alkoholu to nie przelewki. Jeśli śledzicie nasze recenzje to wiecie, że w wielu przypadkach taka ilość procentów potrafi być przez twórców genialnie ukryta. W przypadku Komes Belgian IPA problemu ze zlokalizowaniem jego mocy nie mieliśmy ani przez moment. Już pierwsze zanurzenie w szkle wyraźnie dało nam znać, że nikt nie zamierzał tu niczego ukrywać. W dodatku solidna porcja alkoholu dość ochoczo zagościła na naszym podniebieniu. Jak się jej pozbyć? Sięgnąć po kolejny łyk i tak na okrągło. Nie zgadniecie z czym jeszcze przyszło nam walczyć. Słuchajcie - to poziom nagazowania, który przebił dość sporo napojów i wód mineralnych. Trunek w ustach dosłownie się pieni, co przez moment było nawet zabawne. Najlepiej wyglądało to jednak w szkle, w którym złocisty Komes musował niczym szampan.

Zapewne interesuje Was wszystko, co związane z aromatem. W takim razie musicie zdać sobie sprawę, że ten pozbawiony jest niestety szlachetności. Nie dostrzegamy dopieszczonych nut. Atakują nas raczej nachalne podmuchy słodowe i karmelowe. Troszeczkę poprawności wnoszą wychodzące momentami kwiaty. Po delikatnym ogrzaniu do akcji bardzo konkretnie włącza się pszenica, która nie ukrywajmy - mogłaby pracować zdecydowanie lepiej technicznie. W rzeczywistości jest po prostu przeciętnie, a poziom wybitny zdaje się być poza zasięgiem degustowanego Komesa.

Warto jednak docenić jego stosunkowo wysoką gęstość. Również ekstrakt na poziomie 17 BLG stara się ciągnąć trunek ku górze, jednak maksimum możliwości czy to piwa, czy człowieka lub samochodu umiejscowione jest w przeróżnych miejscach na skali. I tak dla przykładu Fiat 126p nie wyprzedzi na długiej prostej Lamborghini Gallardo, a Komes Belgian IPA nie przeskoczy poprzeczki postawionej przez szereg innych reprezentantów tego stylu. No chyba, że przed wyścigiem zalejemy faworyta wodą zamiast paliwem, a w przypadku piwa rozcieńczymy stojącego obok konkurenta.

Podsumowując powyższe szczerze stwierdzić musimy, że Komes Belgian IPA miał podczas degustacji lepsze i niestety gorsze momenty. Zdecydowanie nie jest to piwo, które potrafiłoby zachwycić odbiorcę. Szybciej zdąży rozczarować, przez co pozbawi się szansy na uzyskanie choć przeciętnej noty będącej w tym przypadku maksymalną do osiągnięcia. Bylibyśmy jednak niesprawiedliwi nie wskazując Wam powyżej kilku poprawnie prezentujących się elementów na jakie natknęliśmy się podczas degustacji. Biorąc pod uwagę całokształt dobrze dopasowanym określeniem wydaje się być użyte przez nas kilkakrotnie słowo „przeciętne”. Możliwość dopisku w postaci słów „poniżej/powyżej” pozostawiamy Wam.

Czytaj dalej »

Nie ma to jak święta z ... Tropical Little od Wrężela!

piwnynocnik.pl blog o piwieTropical Little w stylu India Pale Ale stanął ostatnio na półkach sklepowych sieci Lidl. To już wiemy. Czas jednak sprawdzić w akcji produkt Browaru Wrężel i wydobyć z niego każdą nutę wygenerowaną przez smak i aromat. Czy zlokalizowane nuty zagrają dla nas kilkudziesięciosekundową przyjemną melodię? Przekonajmy się już teraz.

Czy ten Tropical na pewno jest Little? Nie. Przynajmniej z wyglądu. Zobaczcie jak dobrze prezentuje się na zdjęciu. Lekko zmętnione piwo w pomarańczowej barwie, wzbogacone solidną porcją piany spokojnie wpędziłoby w kompleksy niejednego konkurenta. Zapach też jest świetny. Wrężel znów zrobił to tak, jak należy. Mamy garść owoców tropikalnych, spośród których fajnie wybija się słodkie mango, brzoskwinia i pomarańcza. Nic tylko wąchać, a picie piwa zostawić na później. Na szczęście aromat towarzyszy nam przez całą degustację i piekielnie dobrze urozmaica proces sięgania po każdy kolejny łyk. Pędzimy? Może trochę, ale to piwo z charakteru jest szybkie. Nie wiemy jeszcze co czeka nas w smaku, a już nakręcono nas pozytywnie.

Czas na ciąg dalszy, oby bez farsy. Z danych naniesionych na zieloną etykietę wynika, że Tropical Little wyposażony został w pokaźną goryczkę na poziomie 70 IBU. I jest jej tu naprawdę sporo. Fantastycznie przełamuje owocowość, którą jaraliśmy się w poprzednim akapicie. No dobra, ale jaka jest ta szeroko pojęta goryczka? Przede wszystkim szlachetna. Nie ma mowy o niesmacznej niedopracowanej goryczy rozpaczy. Jest za to 70 punktowe uderzenie, które choć potężne, jest jednocześnie bardzo przyswajalne. Warto byłoby również ustalić, czy w odpowiednim momencie wchodzi do gry. Szczerze? W przypadku Tropical Little goryczka pracuje przede wszystkim dopiero po przełknięciu. Wcześniej współpraca mango, brzoskwini i pomarańczy jest na tyle profesjonalna, że to właśnie owocowy charakter niańczy nasze receptory smakowe. Dopiero później wspomniana goryczka (pamiętajmy solidna) wkracza na salony i depcze po owocowym gruncie.

Nie wspominaliśmy o tym wcześniej, ale twórcy wykorzystali prawdziwe owoce. Stąd też rzeczywisty ich odbiór w degustowanym przez nas trunku. Podkreślić również wypada, że styl India Pale Ale w takiej postaci spokojnie może bić się o sympatię szerokiego grona odbiorców. Prawdopodobnie nie bez powodu Browar Wrężel namaścił właśnie Tropical Little na gracza, który jest w stanie stosunkowo szybko zniknąć z półek sklepowych sieci Lidl. Oczywiście nie samym Lidlem Wrężel żyje. Tropical Little spotkacie w wielu sklepach – nie tylko specjalistycznych. Zdarza się, że pojawia się chociażby w Auchan, ale to już pewnie wielu z Was wie. Tymczasem przygotujcie się na recenzję Paradise Pale Ale – drugiego z niedawno wrzuconych do Lidla produktów załogi Wrężel.

Czytaj też: 
Czytaj dalej »

Stoutopia Smoked Edition od Browaru Bednary, czyli opowieść o znajomości kury z kogutem

piwnynocnik.pl blog o piwie
Siwy dym ukryty w czarnym piwie? Wchodzimy w to! Czas więc na recenzję degustowanego przez nas trunku Browaru Bednary, czyli Stoutopia Smoked Edition utrzymanego w stylu Foreign Extra Stout Barrel Aged. Czy faktycznie zostaniemy zaczadzeni wyraźnym aromatem wędzonki, asfaltu albo torfu? Sprawdźmy kto będzie górą – nasza sympatyczna kura czy ich kogut!

Skąd te kurczaki? W końcu mieliśmy Wielkanoc, a że Browar Bednary ma w logo koguta nie mogło być inaczej - musieliśmy zeswatać ze sobą te dwa stworzenia. Szykuje się wielowymiarowa degustacja, ale czy udana? Czy 330-mililitrowe piwo, które na etykiecie butelki nie zdradza zbyt wielu szczegółów zaskoczy nas pozytywnie? Koniec tych pytań. Kapsel ląduje na blacie, a piwo tam gdzie jego miejsce - kilkanaście centymetrów przed nami.

Jedziemy dalej. Widzimy czerń z minimalnymi przebłyskami ciemnego brązu. Piana właściwie nie istnieje. Jest jej tak niewiele, że raczej nie jaramy się jej obecnością. Bardzo szybko zaczepia nas za to aromat. Jak na Smoked Edition przystało jest całkiem bogato. Nie ukrywamy, że po cichu na to liczyliśmy. Wymieniamy więc nutę za nutą, a wśród nich intensywny dym wędzonki, torf, ale też dość wyraźny asfalt - poezja. Na pewno zaskoczy Was wieść o słodkiej czekoladzie. Co ciekawe, wśród tych potężnych torped dymnych odnajduje się ona rewelacyjnie, stanowiąc bardzo fajne urozmaicenie i jednocześnie dopełnienie tego urzekającego nas bukietu. Kura zaczadzona. Kogut w formie. Kurczę… no to czas się napić.
piwnynocnik.pl blog piwny
Stoutopia ma jeszcze kilka ciekawych i wyróżniających ją cech. Jest to piwo z tych ciemnych zawodników, których spokojnie można wypić w ilościach większych niż 330 czy 500 mililitrów. Zapewne trochę się zdziwicie dalszym przebiegiem tej historii. W smaku oprócz chmury dymu, która fruwa po naszych kubkach smakowych (ale i nadal w pobliżu nosów) mamy gorzką kawę. Nadaje ona Stoutopii charakterystycznej kwaskowatości łagodzącej odrobinę zapędy tytułowej artylerii „Smoke”. Przypomnijcie sobie teraz aromat – słodka czekolada, dym, torf, asfalt, a w smaku oprócz wszechobecnych dymnych klimatów gorzka lekko kwaśna kawa. Jak więc zapewne zdążyliście zauważyć, twórcy nie zdecydowali się na zastosowanie dwóch identycznych torped. Ta odpowiadająca za aromat różni się nieco od wydania wyprodukowanego na potrzeby smaku. W tym przypadku jest spory atut tego piwa.

piwnynocnik.pl blog o piwie
Praca Browaru Bednary przełożyła się na bardzo obfite plony. Stoutopia Smoked Edition to trunek, który zasługuje na uwagę. Jest treściwy, a atrakcje zapewnione przez smak i aromat pozwalają czerpać z degustacji pełnymi garściami. W każdej z tych garści znajdziecie mnóstwo wysyłanych przez piwo sygnałów, które przekształcą Was w prawdziwych odkrywców. Smacznego.




Czytaj też:
Czytaj dalej »

Imperialny stout z wiśniami i dzikimi drożdżami od Browaru Birbant. Zapraszamy na Beer Geek Madness 6!

piwnynocnik.pl blog o piwie
Browar Birbant dołączył do ekip, które zaprezentowały swoje piwa przygotowane specjalnie na Beer Geek Madness 6 we Wrocławiu. Czy znów zostaniemy zaskoczeni? Być może. Twórcy przygotowali bowiem imperialną odsłonę Stouta, który jakkolwiek to brzmi - był AXem (RIS), później OZem (RIS whisky BA), a finalnie stał się OXem. Ale gdzie kryje się „Intense”, czyli hasło przewodnie imprezy? Sprawdźcie!

To, że OX leżakowany był w dębowych beczkach po whisky nie ulega wątpliwości. Faktem jest też, że może pochwalić się poziomem ekstraktu równym 24,5 BLG i z pewnością alkoholem powyżej 10%. To jednak wciąż mało, by móc określić to piwo jako Intense. Załoga Birbanta dodała więc do trunku wiśnie i Amalgamation Brett Super Blend, czyli mieszankę szczepów dzikich drożdży! To właśnie one mają wnieść do smaku i aromatu intensywne nuty owocowe. Nie będzie Was w ten weekend we Wrocławiu? Nic straconego. OX trafi wkrótce na krany i do butelek. Czekamy!

O tym co szykują inne Browary możecie przeczytać w naszych poprzednich aktualnościach.

Źródło: Browar Birbant

Czytaj też:
Czym nas zaskoczy zwycięzca poprzedniej edycji Beer Geek Madness? Mamy odpowiedź! Będzie to Beer Geek Tart
Nadchodzi Schiza Heretyka! Coffee & Chocolate Extra Stout od Browaru Harpagan
Señor Ehuehue od Browaru Kingpin wita się z nami i zaprasza na Beer Geek Madness 6
Czym nas zaskoczy Brokreacja na Beer Geek Madness we Wrocławiu? Może piwem w stylu New England Grande Cojones Jalapeno IPA? 
Hiszpańskie klimaty na Beer Geek Madness 2016, czyli Sangriale od Browaru Pinta
Wiemy już co przygotował Browar Nepomucen na Beer Geek Madness 2018. Będzie to piwo w stylu Sangria Gose!
Czytaj dalej »

środa, 4 kwietnia 2018

Czym nas zaskoczy zwycięzca poprzedniej edycji Beer Geek Madness? Mamy odpowiedź! Będzie to Beer Geek Tart

piwnynocnik.pl blog o piwie
Zaledwie kilka minut temu informowaliśmy Was o festiwalowym trunku od Browaru Harpagan a już mamy kolejną zapowiedź!

Czym zaskoczy nas zwycięzca poprzedniej edycji Beer Geek Madness?  Otóż... Browar Deer Bear przygotował dla nas piwo w stylu Tart & Salty Passion Fruit Orange Sour IPA. Brzmi skomplikowanie? a może zachęca do spróbowania jak smakuje ta wybuchowa mieszanka?

Jak przystało na laureata, poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko! Czy Beer Geek Tart spełni nasze oczekiwania? Wydaje się, że szanse są duże!  Jak zapowiadają twórcy, jest mega chmielowo, owocowo, kwaśno i żeby było jeszcze bardziej Intense piwo zostało delikatnie dosolone!


Źródło: Browat Deer Bear

Czytaj też:
Nadchodzi Schiza Heretyka! Coffee & Chocolate Extra Stout od Browaru Harpagan
Señor Ehuehue od Browaru Kingpin wita się z nami i zaprasza na Beer Geek Madness 6
Czym nas zaskoczy Brokreacja na Beer Geek Madness we Wrocławiu? Może piwem w stylu New England Grande Cojones Jalapeno IPA? 
Hiszpańskie klimaty na Beer Geek Madness 2016, czyli Sangriale od Browaru Pinta
Wiemy już co przygotował Browar Nepomucen na Beer Geek Madness 2018. Będzie to piwo w stylu Sangria Gose!
Czytaj dalej »

Nadchodzi Schiza Heretyka! Coffee & Chocolate Extra Stout od Browaru Harpagan

piwnynocnik.pl blog o piwie
Beer Geek Madnes 6 Intense coraz bliżej! Spadają niczym lawina propozycje festiwalowych piw od kolejnych browarów.
Do latynoskiej zabawy dołącza również Harpagan. Na tą okazję przygotował wyjątkowe piwo o interesującej nazwie - Schiza Heretyka, które nawiązuje do Hiszpańskiej Inkwizycji. Tym samym zespół powołuje oddział ds. tajemnicy Kraftu  i rozpoczyna poszukiwania innowierców.
Brzmi strasznie? Spokojnie! To tylko zabawa. Przejdźmy za tym do samego trunku.

Schiza Heretyka to piwo w stylu Coffee & Chocolate Extra Stout. Jak zapowiadają twórcy, znajdziemy w nim ogromną dawkę kolumbijskiej odmiany kawy Arabica - Columbia Excelso. Ale to nie wszystko! Czekają na nas również ziarna peruwiańskiego kakaowca, a także ciekawy dodatek jakim jest karob. Staje się on coraz bardziej popularny i śmiało zastępuję kakao. Podsumowując, Schiza Heretyka zapowiada się naprawdę interesująco! Już wkrótce będziemy mogli skosztować tego trunku w pubach, ale nie zabraknie również butelek. Szykujcie się!

 Źródło: Browar Harpagan 

Czytaj też:
Señor Ehuehue od Browaru Kingpin wita się z nami i zaprasza na Beer Geek Madness 6
Czym nas zaskoczy Brokreacja na Beer Geek Madness we Wrocławiu? Może piwem w stylu New England Grande Cojones Jalapeno IPA? 
Hiszpańskie klimaty na Beer Geek Madness 2016, czyli Sangriale od Browaru Pinta
Wiemy już co przygotował Browar Nepomucen na Beer Geek Madness 2018. Będzie to piwo w stylu Sangria Gose!
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia